Algorytmiczne Requiem: Czy 'Polecane dla Ciebie' to Ostatni Kurator Sztuki, czy Cyfrowy Grabarz Dusz?

W epoce, w której ludzkość z dumą zdeponowała swój zbiorowy intelekt w chmurze, a kompasem naszej kulturowej nawigacji stał się kciuk przesuwający ekran, dokonuje się cicha, acz monumentalna tragedia. Oto ona: śmierć przypadku. Zgon artystycznej serendipity. Codziennie, z precyzją szwajcarskiego zegarmistrza i empatią kata, bezosobowy byt, znany jako „algorytm rekomendacji”, zamyka kolejne drzwi percepcji, budując wokół nas idealnie wygłuszoną celę naszych własnych upodobań. Sprawia, że przestajemy być odkrywcami, a stajemy się wiecznymi turystami w muzeum luster, w którym każda wystawa jest tylko kolejnym odbiciem nas samych.
Czy w tej złotej klatce komfortu, w tej symfonii echa, słyszymy jeszcze cokolwiek poza melodią, którą sami sobie niegdyś zanuciłiliśmy?
Instytut Etyki Cyfrowej i Percepcji Wirtualnej (IECiPW) w swoim najnowszym raporcie „Uwięzieni w Pętli Dopaminy” kreśli obraz niepokojąco znajomy. Według badaczy, aż 93,7% użytkowników globalnych platform streamingowych nigdy świadomie nie opuszcza ścieżki wytyczonej przez automatycznego suflera. Dryfujemy w strumieniu treści, który jest nie tyle rzeką odkryć, co zamkniętym obiegiem wodnym, w którym filtruje się wszystko, co mogłoby zakłócić nasze estetyczne pH. Algorytm nie jest bowiem mecenasem sztuki. Jest beznamiętnym księgowym naszych kliknięć, bezlitosnym analitykiem porzuconych koszyków i obejrzanych do połowy filmów. Nie promuje tego, co wartościowe, lecz to, co statystycznie „klikalne”. Nie poszerza horyzontów, a jedynie utwardza granice już istniejących.
Wyobraźmy sobie Franza Kafkę próbującego dziś opublikować „Proces” jako e-book na platformie samopublikującej. Algorytm, przeanalizowawszy dzieło, zaklasyfikowałby je prawdopodobnie jako „literaturę niszową o niskim potencjale wiralowym” i zarekomendował autorowi napisanie czegoś bardziej w stylu „Pięćdziesięciu twarzy Józefa K.”. Bruno Schulz, ze swoimi onirycznymi „Sklepami cynamonowymi”, zostałby pogrzebany pod tonami poradników o efektywnym zarządzaniu czasem w korporacji. Geniusz, który z definicji jest anomalią i wyłamuje się ze schematu, w świecie rządzonym przez schematy jest błędem systemu. Błędem przeznaczonym do usunięcia.
Spróbujmy poddać sam algorytm wiwisekcji w moim ulubionym formacie:
Cztery kadry algorytmu:
- Twój samotny klik w mroku nocy.
- Bezduszna analiza metadanych i porównanie z milionem podobnych kliknięć.
- Wygenerowanie cyfrowego sobowtóra twoich pragnień.
- Prezentacja lustra, w którym widzisz tylko to, co już znasz.
Pięć nut algorytmu: Do (Dopamina), Re (Redundancja), Mi (Mimikra), Fa (Fasada), Sol (Samotność).
Jedno zdanie algorytmu: „Pokażę ci to, co już pokochałeś, abyś nigdy nie miał odwagi pokochać niczego nowego”.
Stajemy się więc kustoszami własnych więzień. Zamiast budować cyfrową Bibliotekę Aleksandryjską, nieskończone archiwum ludzkiej kreatywności dostępne na wyciągnięcie ręki, tworzymy labirynt bez wyjścia, w którym Minotaurem jest nasze własne, cyfrowo wzmocnione ego. Może więc najwyższy czas na akt kulturowego nieposłuszeństwa? Może czas świadomie kliknąć w film z najniższą oceną, posłuchać płyty z gatunku, którego nienawidzimy, przeczytać książkę autora, o którym nikt nigdy nie słyszał. Może tylko tak, rozbijając lustro, mamy szansę zobaczyć cokolwiek poza własnym odbiciem, zanim ono na zawsze stanie się całym naszym światem.
