Syndrom Fakturowej Frakcjonizacji (SFF): Gdy Rachunek Dzieli Nie Tylko Koszty, Ale i Dusze. Czy To Ostateczny Upadek Dżentelmeństwa?

Syndrom Fakturowej Frakcjonizacji (SFF): Gdy Rachunek Dzieli Nie Tylko Koszty, Ale i Dusze. Czy To Ostateczny Upadek Dżentelmeństwa?

Współczesna cywilizacja, w swej nieustannej pogoni za pozorną sprawiedliwością i algorytmiczną precyzją, dotarła do punktu, w którym nawet najbardziej fundamentalne akty ludzkiej interakcji poddawane są bezdusznej analityce. Kiedyś zwieńczeniem spotkania, czy to przyjacielskiego, czy romantycznego, był gest – akt wzięcia na siebie odpowiedzialności, symbol hojności i fundament budowanej relacji. Dziś coraz częściej jesteśmy świadkami sceny iście dantejskiej: na stole ląduje rachunek, a wraz z nim nad zgromadzonymi zawisa widmo kalkulatora w telefonie. To nie jest zwykła księgowość. To objaw groźnej choroby społecznej, którą Instytut Etyki Stosowanej zidentyfikował jako Syndrom Fakturowej Frakcjonizacji (SFF).

SFF manifestuje się patologiczną potrzebą rozliczania każdej złotówki, każdego grosza, jak gdyby relacja międzyludzka była jedynie transakcją handlową, a wspólny posiłek audytem wzajemnych zobowiązań. Czy naprawdę stoimy na krawędzi epoki, w której gest uregulowania wspólnego rachunku zostanie uznany za nieodpowiedzialną rozrzutność, a prośba o „osobne paragony” stanie się nowym wyznaniem wiary w indywidualizm?

Jak alarmuje prof. dr hab. Hieronim Waligóra z Katedry Socjologii Moralnego Niepokoju, Syndrom Fakturowej Frakcjonizacji to coś znacznie więcej niż kwestia etykiety czy oszczędności. „To jest duchowa pauperyzacja społeczeństwa” – grzmi profesor w swoim najnowszym eseju „Od wspólnoty do podziału: agonia rachunku”. – „Akt podziału rachunku co do grosza jest w istocie deklaracją braku zaufania. To komunikat: ‘Moja relacja z tobą jest warta dokładnie tyle, ile zjadłem i wypiłem, ani grosza więcej’. W ten sposób, zamiast budować mosty, wznosimy między sobą mury z paragonów fiskalnych”.

Nie łudźmy się, że chodzi tu o równouprawnienie czy finansową niezależność. To zasłona dymna dla erozji fundamentalnych wartości, które przez wieki stanowiły o sile naszej cywilizacji. Czymże bowiem jest gest pokrycia rachunku za drugą osobę, jeśli nie ofiarowaniem małego sakramentu zaufania? To inwestycja w przyszłość, w potencjał relacji, w samą ideę wspólnoty. Współczesny człowiek, owładnięty manią SFF, odrzuca tę prostą prawdę. Woli schować się za bezpieczną barierą aplikacji do rozliczeń, która co prawda gwarantuje matematyczną precyzję, ale jednocześnie dokonuje duchowej amputacji.

Nawet w obliczu niedawnych zawirowań gospodarczych i rosnącej inflacji, która dotyka nas wszystkich, nie możemy pozwolić, by ekonomiczny pragmatyzm unicestwił ostatnie bastiony ludzkiej przyzwoitości. Prawdziwa wartość człowieka nie kryje się w jego zdolności do precyzyjnego wyliczenia swojego udziału w zamówionej pizzy. Kryje się w jego gotowości do poniesienia drobnej ofiary na rzecz drugiego, w geście, który mówi: „Jesteśmy w tym razem”.

Stajemy przed fundamentalnym wyborem. Czy chcemy żyć w społeczeństwie, w którym każda interakcja jest skrupulatnie rozliczana, a więzi międzyludzkie sprowadzone do poziomu transakcji na giełdzie? Czy też pragniemy ocalić resztki tego, co czyni nas ludźmi: zdolności do bezinteresowności, hojności i wiary w drugiego człowieka? Następnym razem, gdy na stole pojawi się rachunek, zastanówmy się, czy sięgając po kalkulator, nie dokonujemy ostatecznego podziału nie tylko kosztów, ale i naszych dusz.