Syndrom Językowej Amunicji Terapeutycznej (SJAT): Gdy „Gaslighting” Zastępuje Argument. Czy To Zmierzch Ery Rozumu?

Współczesny dyskurs międzyludzki coraz rzadziej przypomina szlachetną wymianę myśli, a coraz częściej pole bitwy, na którym amunicją nie są już fakty, lecz naprędce przyswojone terminy psychologiczne. Obserwujemy z niepokojem narodziny nowego, zatrważającego fenomenu – Syndromu Językowej Amunicji Terapeutycznej (SJAT). Prosta niezgoda w kwestii wyboru restauracji na kolację potrafi dziś w mgnieniu oka przerodzić się w oskarżenie o „gaslighting”, a zwrócenie uwagi na niedociągnięcia w domowych obowiązkach kwitowane jest etykietą „toksycznej presji”. Czy jesteśmy świadkami ostatecznego upadku logiki na rzecz emocjonalnego szantażu ubranego w pseudonaukowy kostium?
Niegdyś terminy takie jak „projekcja”, „narcyzm” czy „trauma” stanowiły precyzyjne narzędzia w rękach wykwalifikowanych specjalistów, służące do opisu skomplikowanych stanów ludzkiej psychiki. Dziś ten specjalistyczny wokabularz został zbezczeszczony, sprowadzony do roli werbalnych maczug, którymi okładają się partnerzy, przyjaciele, a nawet członkowie rodziny. Zamiast mozolnie konstruować argumentację, przedstawiać dowody i odwoływać się do wspólnego rozumu, współczesny człowiek woli pójść na skróty – wystrzelić pociskiem „ty mnie gaslightujesz”, co zwalnia go z obowiązku dalszej, merytorycznej dyskusji i automatycznie stawia w pozycji ofiary.
Jak alarmuje Międzynarodowy Instytut Etyki Dialogu (MIED), mamy do czynienia z groźną inflacją pojęć, która dewaluuje prawdziwe cierpienie. Kiedy każde nieporozumienie jest „traumą”, a każdy przejaw egoizmu „narcyzmem”, jak mamy rozpoznać i właściwie zareagować na autentyczne przypadki patologii i krzywdy? Ten lingwistyczny chaos to nic innego jak nowa Wieża Babel, wznoszona na fundamencie pychy i intelektualnego lenistwa. Każdy staje się sędzią i diagnostą duszy bliźniego, zapominając o ewangelicznej belce we własnym oku. Zamiast sakramentu szczerej rozmowy, mamy tu profanację w postaci samosądu opartego na hasłach z popularnych infografik.
Konsekwencje tego zjawiska są opłakane. Zanika zdolność do przyjmowania krytyki, do uznania własnego błędu, do prowadzenia sporu w sposób cywilizowany. Relacje międzyludzkie, pozbawione fundamentu prawdy i wzajemnego szacunku dla intelektu drugiej strony, stają się kruche i powierzchowne. Kiedy rozmowa umiera, zastąpiona przez wymianę psychologicznych etykiet, umiera również wspólnota. Apeluję zatem o powrót do źródeł – do rozmowy opartej na logice, empatii i pokorze. W przeciwnym razie grozi nam cywilizacja zatomizowanych jednostek, zamkniętych w twierdzach własnej nieomylności i uzbrojonych po zęby w terapeutyczny żargon, niezdolnych do prawdziwego spotkania z drugim człowiekiem.
