Syndrom Prezentowej Pustki Egzystencjalnej (SPEP): Gdy Karta Podarunkowa Staje Się Epitafium dla Duszy. Czy to Zmierzch Cywilizacji Daru?

Syndrom Prezentowej Pustki Egzystencjalnej (SPEP): Gdy Karta Podarunkowa Staje Się Epitafium dla Duszy. Czy to Zmierzch Cywilizacji Daru?

W dobie, gdy ludzkość z dumą wysyła w kosmos teleskopy zdolne zajrzeć w otchłań czasu, na Ziemi dokonuje się cichy, acz zatrważający regres. Oto bowiem zbliża się kolejny sezon rytualnej wymiany afektu, a wraz z nim nadciąga plaga gorsza niż wszystkie biblijne nieszczęścia razem wzięte: plaga Karty Podarunkowej. Ten laminowany kawałek plastiku, ten pomnik lenistwa intelektualnego i atrofii emocjonalnej, stał się symbolem naszych czasów – epoki, w której gest zastąpiono transakcją, a znajomość drugiego człowieka zredukowano do znajomości logo ulubionego sklepu. Zjawisko to, nazwane przez ekspertów z Międzynarodowego Instytutu Etyki Relacyjnej im. Św. Mikołaja z Miry Syndromem Prezentowej Pustki Egzystencjalnej (SPEP), nie jest błahostką. To symptom głębokiej choroby toczącej tkankę społeczną, zwiastun cywilizacji, która zapomniała, jak dawać.

Aby w pełni zrozumieć skalę upadku, musimy cofnąć się do czasów, gdy dar stanowił akt sakralny. Od złota, kadzidła i mirry ofiarowanych przez Mędrców ze Wschodu, po własnoręcznie wystrugany przez dziadka drewniany konik – prezent był manifestacją wiedzy, zaangażowania i, nade wszystko, duszy. Był dowodem na to, że poświęciliśmy bliźniemu coś znacznie cenniejszego niż pieniądze: czas i myśl. Co otrzymujemy w zamian dzisiaj? Otrzymujemy numeryczny ekwiwalent kapitulacji. Wręczając kartę podarunkową, komunikujemy w istocie: „Nie znam cię. Nie chciało mi się ciebie poznawać. Weź te pieniądze i sam sobie zrekompensuj moją ignorancję”. Jest to, jak ujął to prof. dr hab. Krystian Dewocjusz z Katedry Socjologii Zbawienia, „najwyższa forma relacyjnego agnostycyzmu”.

Psychologiczne konsekwencje tej praktyki są druzgocące. Akt darowania, który winien budować więź, zostaje sprowadzony do upokarzającej delegacji obowiązku. Obdarowany, zamiast doświadczyć radości z otrzymania przemyślanego podarunku, zostaje obarczony pracą – musi sam znaleźć, wybrać i nabyć przedmiot, który odtąd na zawsze będzie naznaczony piętnem emocjonalnej jałmużny. To nie jest prezent, to jest zadanie do wykonania, smutny obowiązek wypełnienia pustki pozostawionej przez darczyńcę. Owa „delegacja afektu” prowadzi nieuchronnie do erozji empatii i zaniku umiejętności odczytywania potrzeb drugiego człowieka, co jest fundamentem każdej zdrowej i dojrzałej wspólnoty.

W szerszej perspektywie, plaga SPEP jest niczym innym jak ostatecznym triumfem logiki rynku nad logiką serca. Uświęcone tradycją rytuały, które przez wieki spajały rodziny i narody, zostają brutalnie skomercjalizowane i zredukowane do poziomu bezdusznej transakcji, nie różniącej się niczym od zakupu paliwa na stacji benzynowej. To społeczeństwo, które za szczyt hojności uznaje przekazanie kuponu rabatowego na własną relację. Cywilizacja, która zamieniła ołtarz międzyludzkich więzi na terminal płatniczy, nie może liczyć na przetrwanie. To droga donikąd, prosta ścieżka ku samotności w tłumie posiadaczy kart lojalnościowych.

Apeluję zatem o opamiętanie. Odrzućmy herezję prezentowego minimalizmu. Zanim kolejny raz sięgniemy po ten plastikowy symbol kapitulacji, zastanówmy się, co tak naprawdę chcemy powiedzieć drugiej osobie. Czy chcemy powiedzieć „jesteś dla mnie ważny”, czy „jesteś dla mnie problemem do rozwiązania za sto złotych”? Wybór należy do nas, ale od niego zależy, czy nasze relacje będą budowane na skale autentycznej troski, czy na ruchomych piaskach rynkowej wygody. Bo cywilizacja, która nie potrafi podarować niczego poza pieniędzmi, w istocie nie ma już nic do zaoferowania.