Ekonomia Nastroju: Jak Algorytmy Decydują, Czy Dziś Płacisz za Chleb Jak za Zboże, Czy Jak za Złoto?

Ekonomia Nastroju: Jak Algorytmy Decydują, Czy Dziś Płacisz za Chleb Jak za Zboże, Czy Jak za Złoto?

Czy zdarzyło Wam się kiedyś podejść do półki po bochenek chleba i doznać mikrozawału na widok ceny? Jeśli tak, to prawdopodobnie nie była to wina inflacji, a… Państwa złego humoru. Witajcie w erze ekonomii nastroju, gdzie algorytmy wiedzą, że jesteście gotowi zapłacić więcej, bo pada deszcz, spóźniliście się na autobus, a Wasz smartwatch właśnie odnotował podwyższony poziom kortyzolu. Brzmi jak science fiction? Według najnowszego raportu Instytutu Psychometrii Konsumenckiej w Zgierzu, to już nie jest przyszłość – to teraźniejszość, która po cichu wkrada się do naszych portfeli.

Zjawisko dynamicznego ustalania cen nie jest niczym nowym. Każdy, kto próbował rezerwować bilet lotniczy we wtorek o trzeciej nad ranem, wie, że jego cena może być diametralnie inna niż w piątkowe popołudnie. Hotele, platformy przewozowe – wszyscy oni od dawna żonglują cenami w zależności od popytu. Jednakże, jak alarmują analitycy z Międzywydziałowego Centrum Analiz Behawioralnych i Spekulacji (MCABiS), wchodzimy na zupełnie nowy poziom finezji. To już nie tylko kwestia popytu i podaży, ale „hiper-personalizacji wyceny w czasie rzeczywistym”.

Jak to działa w praktyce? Wyobraźmy sobie prosty scenariusz. Twój smartfon, analizując tempo Twojego pisania, częstotliwość otwierania aplikacji bankowej oraz historię wyszukiwania („jak leczyć ból głowy tanio”), dochodzi do wniosku, że masz gorszy dzień. Wchodzisz do sklepu, a Twój profil konsumencki jest natychmiast aktualizowany. System sklepowy otrzymuje sygnał: „Klient 734, poziom desperacji: podwyższony. Elastyczność cenowa: niska”. W efekcie, cena ulubionej kawy rośnie o 15%, a ciastko pocieszenia drożeje o jedyne 25%. Rynek doskonale wie, że i tak je kupisz. To wolny rynek w swojej najczystszej, najbardziej bezlitosnej formie.

Dr hab. Krystian Spekulski, główny strateg w MCABiS, przekonuje, że to szczyt efektywności rynkowej. „Dzięki neuro-cenotwórstwu zasoby są alokowane w sposób optymalny. Ktoś, kto naprawdę potrzebuje parasola w trakcie ulewy, jest w stanie zapłacić za niego więcej, subsydiując tym samym niższą cenę dla klienta, który kupuje go prewencyjnie w słoneczny dzień. To czysta sprawiedliwość dystrybucyjna” – tłumaczy w swoim ostatnim felietonie dla „Głosu Giełdy i Portfela”.

Spójrzmy zatem, co nam ostatnio urosło, a co spadło w tym nowym, wspaniałym świecie:

  • Co nam urosło?

    • Cena biletu autobusowego w godzinach szczytu, gdy pada deszcz: +80%
    • Koszt papieru toaletowego w niedzielę niehandlową: +45%
    • Cena czekolady po publikacji negatywnych danych z gospodarki: +22%
  • Co nam spadło?

    • Cena karnetu na siłownię 2 stycznia: -10% (popyt jest tak sztywny, że dalsze podwyżki są nieefektywne)
    • Cena wegetariańskich parówek podczas transmisji meczu reprezentacji: -30%
    • Koszt porady u coacha finansowego po ogłoszeniu rekordowo niskiego bezrobocia: -15%

Jak więc przetrwać w tej dżungli? Eksperci radzą, by przed każdym zakupem stosować techniki relaksacyjne, czyścić historię przeglądarki i w miarę możliwości zostawiać wszelką elektronikę w ołowianym pudełku w domu. Niektórzy sugerują nawet rozwijanie pokerowej twarzy, aby kamery w sklepach nie mogły odczytać naszych emocji. Planowanie budżetu domowego staje się więc nie tyle nauką ścisłą, co sztuką kamuflażu i zarządzania emocjami. Pytanie tylko, czy następnym krokiem nie będzie skaner fal mózgowych przy kasie, który zdecyduje, czy stać nas dziś na masło.