Gmina Słowna Zgoda standaryzuje small talk. Czy Twoja rozmowa o pogodzie jest jeszcze legalna? Pod lupą prawa

Gmina Słowna Zgoda standaryzuje small talk. Czy Twoja rozmowa o pogodzie jest jeszcze legalna? Pod lupą prawa

W dobie wszechobecnej polaryzacji i napięć społecznych, władze Gminy Słowna Zgoda postanowiły wziąć sprawy w swoje ręce, a konkretnie – wziąć na warsztat nasze codzienne pogawędki. Nowa “Uchwała nr 7/2024 w sprawie ramowych wytycznych dla konwersacji kurtuazyjnych”, która weszła w życie z początkiem miesiąca, ma na celu, jak czytamy w uzasadnieniu, “zwiększenie spójności społecznej i minimalizację potencjału konfliktogennego w przestrzeni publicznej”. Czy jednak próba uregulowania rozmów przy windzie i w kolejce do piekarni to krok ku harmonii, czy raczej ku absurdowi? Przeanalizowałam dokument, który już teraz budzi skrajne emocje mieszkańców.

Zgodnie z precyzyjnymi zapisami uchwały, katalog tematów dopuszczalnych w ramach tzw. “small talku” został ściśle określony. Załącznik nr 1, zatytułowany “Katalog Tematów Bezpiecznych”, wymienia m.in.: “warunki atmosferyczne (z wyłączeniem dywagacji na temat globalnego ocieplenia)”, “wyniki lokalnej drużyny piłkarskiej ‘Zryw Słowny’ (tylko w przypadku wygranej lub remisu)” oraz “neutralne obserwacje dotyczące flory i fauny miejskiej (np. ‘Jakie ładne pelargonie w tym roku’)”.

Co ciekawe, uchwała wprowadza również listę tematów “podwyższonego ryzyka konwersacyjnego”. Znalazły się na niej polityka (zarówno krajowa, jak i lokalna), kwestie finansowe (w tym ceny masła i oprocentowanie kredytów), a także stan zdrowia rozmówcy lub osób trzecich, o ile nie jest to “bezpośrednia i niezbędna wymiana informacji w sytuacji zagrożenia życia”.

O komentarz poprosiłam doktora habilitowanego Jeremiego Gadułę z Katedry Etykiety Lingwistycznej Wyższej Szkoły Dialogu Społecznego w Pcimiu. “Inicjatywa Gminy Słowna Zgoda jest prekursorska na skalę krajową” – stwierdził dr Gaduła. “Poprzez stworzenie bezpiecznych ram dyskursu, samorząd dąży do wyeliminowania mikronapięć, które, kumulując się, mogą prowadzić do erozji tkanki społecznej. To swoista prewencja komunikacyjna, która w perspektywie długofalowej może przynieść wymierne korzyści w postaci wzrostu wzajemnej życzliwości”.

Zupełnie inaczej sprawę widzi wójt gminy, Błażej Konwencjonalny. W rozmowie z naszą redakcją podkreślił, że nie chodzi o cenzurę. “To jest optymalizacja dyskursu i wyraz troski o dobrostan psychiczny naszych mieszkańców. Nikt nie lubi być wciągany w niezręczne rozmowy. Teraz dajemy ludziom narzędzie, swoisty kodeks dobrych praktyk, który ułatwi codzienne interakcje” – tłumaczył wójt, dodając, że na razie za złamanie przepisów nie przewidziano kar, a jedynie “upomnienia edukacyjne” ze strony Straży Gminnej, która przeszła specjalistyczne szkolenie z zakresu “interwencji deeskalacyjnych w dialogu”.

Dokument budzi jednak wątpliwości natury prawnej. Konstytucjonaliści, z którymi się konsultowałam, są podzieleni. Część uważa uchwałę za rażące naruszenie wolności słowa. Inni wskazują, że prawo lokalne może w pewnym zakresie regulować normy współżycia społecznego, choć przyznają, że przypadek Gminy Słowna Zgoda jest “wyjątkowo ambitną interpretacją” tych uprawnień. Mieszkańcy pozostają zdezorientowani. Czy pytanie sąsiada “Jak tam zdrówko?” stanie się wkrótce aktem obywatelskiego nieposłuszeństwa? Czas pokaże, czy Słowna Zgoda stanie się oazą harmonii, czy poligonem dla najbardziej absurdalnych przepisów w historii polskiego samorządu.