Gamifikacja Oszczędzania: Czy Twoja Skarbonka Zdobywa 'XP', Czy Raczej Oprocentowanie Ujemne?

Gamifikacja Oszczędzania: Czy Twoja Skarbonka Zdobywa 'XP', Czy Raczej Oprocentowanie Ujemne?

W erze, gdy za zrobienie dziesięciu tysięcy kroków zegarek nagradza nas wirtualnym pucharem, a aplikacja do nauki języków grozi nam pasywno-agresywną sową, finansjera nie mogła pozostać w tyle. Najnowszy krzyk mody w sektorze bankowości detalicznej to gamifikacja oszczędzania. Twój rachunek oszczędnościowy przestał być nudnym rzędem cyferek. Teraz to pole bitwy, arena zmagań, gdzie za każde odłożone 50 złotych zdobywasz punkty doświadczenia, a za miesiąc bez wypłat – legendarny artefakt w postaci „Diamentowego Skarpca Niewzruszoności”. Brzmi ekscytująco? Z pewnością. Ale czy za tą fasadą migających odznak i rankingów przyjaciół kryje się realna korzyść, czy może jedynie zręcznie zaprojektowana iluzja, która odwraca naszą uwagę od oprocentowania bliskiego statystycznemu błędowi?

Mechanizm jest diabolicznie prosty i skuteczny. Aplikacje bankowe, zamiast straszyć nas skomplikowanymi tabelami opłat i prowizji, witają nas kolorowym interfejsem przypominającym grę mobilną. Ustawiasz „questy” finansowe: „Odeprzyj Atak Impulsywnego Zakupu Kawy” (przelewaj 5 zł na konto oszczędnościowe za każdym razem, gdy rezygnujesz z latte na mieście) lub „Ukończ Miesięczny Rajd po Premię” (osiągnij cel oszczędnościowy, by odblokować… nowy kolor tła w aplikacji).

Według doktora Cypriana Chytrego z Katedry Psychoekonomii Uzależnień, to klasyczny przykład hakowania naszego układu nagrody. „Mózg nie odróżnia satysfakcji ze zdobycia platynowego miecza w grze od tej płynącej z otrzymania odznaki ‘Mistrza Odkładania’. Banki zrozumiały, że łatwiej jest dać klientowi cyfrowy order niż realny procent” – tłumaczy w swoim najnowszym opracowaniu „Dopamina, Debet i Dewaluacja”. Zamiast analizować skomplikowany wskaźnik WIBOR, Kowalski z wypiekami na twarzy rywalizuje ze szwagrem o to, kto pierwszy zdobędzie status „Finansowego Paladyna”.

Gdzie tkwi haczyk? Jak zwykle, w szczegółach, których nikt nie czyta, bo są napisane czcionką rozmiar 4 i ukryte za trzema linkami „Więcej informacji”. Po przeanalizowaniu regulaminów kilku wiodących „oszczędnościowych gier” okazuje się, że legendarne artefakty nie mają żadnej wartości, a oprocentowanie tych rachunków jest często niższe niż na standardowych lokatach w tym samym banku. Co więcej, niektóre „super-moce”, jak możliwość automatycznego zaokrąglania końcówek transakcji, bywają dodatkowo płatne w ramach pakietu „Premium Investor GO”.

Wnioski są zatem niejednoznaczne, niczym prognoza pogody na kwiecień. Z jednej strony, jeśli kolorowy pasek postępu motywuje kogoś do odłożenia pierwszego w życiu tysiąca złotych, to trudno to potępiać. Z drugiej jednak, cała ta otoczka odwraca uwagę od fundamentalnej kwestii: celem oszczędzania nie jest kolekcjonowanie wirtualnych odznak, lecz realne pomnażanie kapitału. Zanim więc dasz się wciągnąć w wyścig o tytuł „Arcymaga Budżetu Domowego”, sprawdź, czy Twoja finansowa gra nie ma przypadkiem ustawionego najwyższego poziomu trudności, a twórcy nie sprzedają w międzyczasie Twoich danych marketingowcom. Bo w tej grze, w przeciwieństwie do wielu innych, „game over” może oznaczać coś więcej niż tylko konieczność rozpoczęcia od ostatniego punktu zapisu.