Finansowy Post: Czy Głodówka Portfela to Nowy Luksus, Czy Po Prostu Bieda z Dobrym Marketingiem?

Finansowy Post: Czy Głodówka Portfela to Nowy Luksus, Czy Po Prostu Bieda z Dobrym Marketingiem?

W dzisiejszym felietonie z cyklu „Co nam urosło, co nam spadło” muszę odnotować niepokojący wzrost kreatywności w nazewnictwie zjawisk, które nasi dziadkowie określali krótko: „nie mam ani grosza”. Podczas gdy realna siła nabywcza przeciętnego Kowalskiego wykonuje eleganckie salto mortale w stronę podłogi, rynek usług lifestyle’owych zaoferował nam „Finansowy Post”. To fascynujący mechanizm, w którym brak środków na koncie zostaje opakowany w luksusowy papier ascezy i świadomego minimalizmu.

Analizując najnowsze dane z Instytutu Empirycznego Pustostanu (IEP), można odnieść wrażenie, że Polacy przestali biednieć, a zaczęli masowo uprawiać „intermittent spending”, czyli okresowe powstrzymywanie się od konsumpcji. Granica między koniecznością a wyborem filozoficznym stała się tak cienka, jak plasterek szynki z promocyjnego zestawu w dyskoncie.

Przejdźmy do twardych danych. Co nam urosło? Przede wszystkim poczucie moralnej wyższości osób, które nie kupiły w tym miesiącu nowej pary butów, bo – jak twierdzą – „oczyszczają swoją przestrzeń energetyczną z nadmiaru materii”. Co nam spadło? Poza oczywistym stanem konta, drastycznie obniżył się próg akceptacji dla zwyczajnego przyznania się do finansowej zadyszki. Dziś nie mówi się „nie stać mnie na kawę na mieście”, mówi się „jestem w trzecim dniu postu od kofeiny komercyjnej”.

Jako analityk muszę jednak ostrzec przed tą nową modą. „Finansowy Post” to nic innego jak próba monetyzacji niedoboru. Eksperci od wizerunku zauważyli, że stres związany z rosnącymi ratami kredytu można łatwo przekuć w „wyzwanie 30 dni bez zakupów”, które na Instagramie wygląda znacznie lepiej niż wezwanie do zapłaty.

Warto zwrócić uwagę na zestawienie wydatków typowego „pościelnika finansowego”. Z moich obliczeń wynika, że oszczędności poczynione na rezygnacji z awokado i rzemieślniczego pieczywa są natychmiastowo absorbowane przez subskrypcje aplikacji monitorujących… jakość tegoż postu. To klasyczna piramida paradoksu: płacisz 49,99 zł miesięcznie za dostęp do platformy, która gratuluje Ci, że dzisiaj nie wydałeś 5 złotych na bułkę.

Moja rada dla Państwa jest prosta i, jak zwykle, pozbawiona marketingowego lukru. Zamiast bawić się w „duchowość portfela”, warto wrócić do korzeni edukacji finansowej. Prawdziwa strategia długoterminowa nie polega na głodzeniu się przez tydzień, by w kolejnym rzucić się na wyprzedaż w przypływie „zakupowego efektu jojo”.

Edukacja, racjonalne planowanie i demaskowanie pseudofinansowych guru, którzy próbują wmówić nam, że pusta lodówka to „lightweight lifestyle”, to jedyna droga do rzeczywistej stabilności. Pamiętajmy: wskaźnik PKB nie wzrośnie od naszych postów na mediach społecznościowych, a banki – o dziwo – wciąż nie przyjmują „punktów karmy” jako spłaty odsetek. Bądźmy sceptyczni wobec cudownych diet dla naszych portfeli, bo zazwyczaj kończą się one efektem jo-jo, w którym jedyną rzeczą, która rośnie, jest prowizja dla doradcy, który nam ten post doradził.