Syndrom Akumulatorowej Atrofii Odpowiedzialności (SAAO): Gdy „Brak Energii” Staje Się Nowym Prawem Kanonicznym. Czy To Zmierzch Ery Słowa?

Szanowni Państwo, żyjemy w czasach, w których dane słowo waży mniej niż powiadomienie o aktualizacji systemu w lodówce. Jeszcze do niedawna termin „dżentelmeńska umowa” budził respekt zbliżony do sakramentalnego „tak”, dziś natomiast został wyparty przez nową, świecką religię komfortu osobistego. Mowa o Syndromie Akumulatorowej Atrofii Odpowiedzialności (SAAO) – zjawisku tak powszechnym, że Instytut Studiów nad Przyzwoitością im. św. Judy Tadeusza rozważa wpisanie go na listę grzechów głównych przeciwko tkance społecznej.
Mechanizm SAAO jest zwodniczo prosty i opiera się na pseudonaukowym terminie „baterii społecznej”. Oto człowiek współczesny, umówiony na kolację, spektakl czy choćby zwyczajną herbatę, na piętnaście minut przed spotkaniem doznaje nagłego objawienia. Nie jest to jednak oświecenie duchowe, lecz egzystencjalny komunikat: „nie mam siły”. W tym momencie telefon odbiorcy rozbłyska powiadomieniem, które jest niczym innym jak aktem kapitulacji moralnej: „Sorki, moje baterie społeczne są na wyczerpaniu, muszę dziś zostać w domu i zadbać o siebie”.
Z perspektywy etyki klasycznej, takie postępowanie jest niczym innym jak dobrowolnym demontażem fundamentów cywilizacji. Jak zauważa prof. Hieronim Stały z Katedry Relacji Nienaruszalnych, „jeśli przodkowie nasi mieliby czekać na pełne naładowanie baterii społecznych, nigdy nie doszłoby do Bitwy pod Wiedniem, a i budowa większości katedr stanęłaby w martwym punkcie z powodu nagłego spadku nastroju głównego architekta”.
Dzisiejsze społeczeństwo, wychowane w kulcie doraźnej satysfakcji, myli asertywność z pospolitą nierzetelnością. Wycofanie się z obietnicy pod płaszczykiem „self-care” stało się nowym standardem, który de facto sankcjonuje egoizm. Gdzie podziały się czasy, gdy dyskomfort psychiczny był ceną, którą z radością płacono za zachowanie twarzy i honoru?
Nie można oprzeć się wrażeniu, że owa mityczna „bateria” rozładowuje się selektywnie. Rzadko bowiem słyszymy o braku energii w momencie, gdy w grę wchodzi intratny kontrakt lub darmowy catering. SAAO uderza najmocniej tam, gdzie jedyną walutą jest obecność drugiego człowieka – waluta, która w obecnym systemie rynkowym wydaje się być dotknięta galopującą hiperinflacją.
Pozostaje nam zatem zadać pytanie: czy w świecie, w którym „dbanie o siebie” stało się najwyższą formą liturgii, jest jeszcze miejsce na drugiego człowieka? Czy może czekają nas czasy, w których jedyną stabilną więzią pozostanie ta z ładowarką do smartfona, która – w przeciwieństwie do nas – zawsze wywiązuje się ze swoich zobowiązań?
