Syndrom Ignorancji Rezerwacyjnej (SIR): Gdy „Będę, Jeśli Mi Się Zechce” Zastępuje Dekalog Gospodarza. Czy To Ostateczny Upadek Etykiety?

Syndrom Ignorancji Rezerwacyjnej (SIR): Gdy „Będę, Jeśli Mi Się Zechce” Zastępuje Dekalog Gospodarza. Czy To Ostateczny Upadek Etykiety?

W dobie powszechnej cyfryzacji i pozornej dostępności wszystkiego na wyciągnięcie kciuka, doznaliśmy jako społeczeństwo bolesnej atrofii jednego z najbardziej fundamentalnych odruchów cywilizowanego człowieka: umiejętności udzielenia jednoznacznej odpowiedzi na zaproszenie. Syndrom Ignorancji Rezerwacyjnej (SIR) nie jest jedynie drobnym uchybieniem towarzyskim; to gnilny proces toczący fundamenty zachodniego porządku moralnego i estetycznego.

Jeszcze nie tak dawno temu, gdy poczta dostarczała zaproszenie zapisane na czerpanym papierze, adresat odczuwał sacrum zawarte w geście gospodarza. Odpowiedź była aktem strzelistym wdzięczności lub pokornym wyrazem żalu. Dziś, w dobie komunikatorów, zaproszenie na uroczystą kolację czy jubileusz traktowane jest z nabożnością godną ulotki reklamowej osiedlowej pizzerii. Zjawisko SIR, skrupulatnie badane przez Międzynarodowy Instytut Behawiorystyki Hierarchicznej, objawia się uporczywym milczeniem lub, co gorsza, użyciem przycisku „Zainteresowany” na platformach społecznościowych – tej nowoczesnej formy czyśćca, w którym gospodarz ma gnić do ostatniej minuty przed rozpoczęciem wydarzenia.

Nie godzi się, by człowiek uformowany w tradycyjnych wartościach traktował drugiego człowieka jak opcję rezerwową w swoim napiętym grafiku hedonistycznych uniesień. Jak podaje raport „Etykieta w Czasach Barbarzyństwa Cyfrowego”, aż 78% przedstawicieli młodego pokolenia uważa, że brak odpowiedzi na zaproszenie to ich „niezbywalne prawo do spontaniczności”. Zapominają oni jednak, że wolność bez odpowiedzialności to zwykłe pogaństwo. W ostatnim czasie obserwowaliśmy to na najwyższych szczeblach dyplomacji, gdzie podczas ostatnich szczytów klimatycznych delegacje niektórych mocarstw traktowały protokół z nonszalancją godną bywalca tanich dyskotek, stawiając organizatorów w sytuacji godnej politowania.

Jako społeczeństwo musimy postawić sobie pytanie: czy stać nas na tak drastyczny spadek standardów? Jeśli nie potrafimy zadeklarować obecności na przyjęciu z tygodniowym wyprzedzeniem, jak możemy budować trwałe wspólnoty oparte na zaufaniu? Apeluję zatem o powrót do korzeni. Niech „tak” oznacza obecność, a „nie” – godne wyjaśnienie. Wszystko, co znajduje się pomiędzy, jest jedynie szumem komunikacyjnym świadczącym o dramatycznym deficycie kindersztuby i duchowej pustce. Pamiętajmy, że każde puste krzesło przy stole to nie tylko zmarnowany prowiant, to przede wszystkim policzek wymierzony w twarz cywilizacji, która od wieków opierała się na wzajemnym szacunku i jasnej deklaracji woli.