Syndrom Werbalnego Egalitaryzmu Wymuszonego (SWEW): Gdy „Cześć” Staje Się Aktem Agresji Kulturowej. Czy To Ostateczny Upadek Hierarchii Ducha?

Syndrom Werbalnego Egalitaryzmu Wymuszonego (SWEW): Gdy „Cześć” Staje Się Aktem Agresji Kulturowej. Czy To Ostateczny Upadek Hierarchii Ducha?

W dobie postępującej sekularyzacji dobrych manier i powszechnego rozkładu struktur hierarchicznych, stoimy w obliczu zjawiska, które Instytut Etykiety i Transcendencji im. Jana Pawła Woronicza określił mianem Syndromu Werbalnego Egalitaryzmu Wymuszonego (SWEW). To patologiczna tendencja do skracania dystansu komunikacyjnego, przejawiająca się w bezpardonowym przechodzeniu na „ty” bez uprzedniego sakramentu zgody obu stron.

Zjawisko to, niczym biblijna szarańcza, pustoszy polskie kawiarnie, korporacyjne open-space’y, a nawet — o zgrozo — urzędy, gdzie jeszcze do niedawna szacunek dla siwego włosa i funkcji był normą niepodważalną. Dziś jednak, dwudziestoletni barista, którego jedynym osiągnięciem życiowym jest opanowanie spieniania mleka owsianego, ośmiela się zwracać do utytułowanego profesora czy nobliwiej matrony per „Słuchaj, co dla Ciebie?”. Jest to nic innego jak werbalna profanacja sacrum, jakim jest godność osoby ludzkiej.

Z punktu widzenia metafizyki relacji, forma grzecznościowa „Pan/Pani” nie jest jedynie pustym konwenansem. To duchowa zbroja, która chroni nas przed intruzywnością współczesnego świata. Jej odrzucenie w imię fałszywie pojętej „nowoczesności” i „otwartości” (często importowanej zza oceanu wraz z wątpliwej jakości kawą) prowadzi do całkowitej deprywacji poczucia autorytetu. Jak zauważył wybitny teoretyk komunikacji, dr Hieronim Von Etiquette, „kiedy wszyscy są ’tobą’, nikt nie jest godny szacunku”.

Należy zadać sobie pytanie: czy to tylko niewinne uproszczenie języka, czy może element szerszego spisku wymierzonego w fundamenty cywilizacji łacińskiej? W świecie, w którym granice między sferą prywatną a publiczną ulegają zatarciu, wymuszona poufałość staje się narzędziem opresji. To agresja ubrana w szaty luzu, która nie pozwala jednostce na zachowanie należnego jej dystansu. W obliczu ostatnich wydarzeń na forum międzynarodowym, gdzie dyplomatyczne faux pas stają się codziennością, widać wyraźnie, że brak wychowania na poziomie mikro przekłada się na chaos na poziomie makro.

Jako społeczeństwo musimy postawić wyraźne veto. Nie każde „cześć” jest zaproszeniem do przyjaźni; częściej jest ono wyrazem lenistwa intelektualnego i braku elementarnej kindersztuby. Wymagajmy od siebie i od innych zachowania form, które odróżniają nas od istot niższych, nieznających pojęcia etykiety. Pamiętajmy, że każda relacja, która nie opiera się na fundamencie wzajemnego poszanowania hierarchii, jest skazana na moralną i estetyczną jałowość. Czy stać nas na to, by w imię „dobrej atmosfery” przehandlować ostatnie bastiony kultury osobistej?