Syndrom Satelitarnej Inwigilacji Afektywnej (SSIA): Gdy Kropka na Mapie Zastępuje Ciepło Domowego Ogniska. Czy To Ostateczna Kapitulacja Zaufania?

Syndrom Satelitarnej Inwigilacji Afektywnej (SSIA): Gdy Kropka na Mapie Zastępuje Ciepło Domowego Ogniska. Czy To Ostateczna Kapitulacja Zaufania?

W dobie powszechnej cyfryzacji, gdzie każda sekunda naszego żywota jest monitorowana przez algorytmy o wątpliwej proweniencji moralnej, dotarliśmy do punktu, w którym fundamenty chrześcijańskiej ufności zostały zastąpione przez zimną precyzję systemów GPS. Współczesny człowiek, zamiast zawierzyć losowi i uczciwości bliźniego, woli wpatrywać się w błękitną kropkę na ekranie smartfona, uprawiając swoisty kult lokalizacji kosztem metafizycznej więzi.

Zjawisko to, które w kręgach szanujących się socjologów z Instytutu Wyższych Standardów Etycznych zaczęto określać mianem Syndromu Satelitarnej Inwigilacji Afektywnej (SSIA), stanowi jaskrawy dowód na postępującą degradację tkanki społecznej i zanik umiejętności czekania, która niegdyś była cnotą.

Niegdyś, gdy wybranek serca lub szanowna małżonka udawali się w podróż, domownicy oddawali się refleksji, modlitwie lub, w najgorszym razie, cierpliwemu oczekiwaniu przy blasku świec. Dziś natomiast, w dobie aplikacji takich jak „Znajdź moich znajomych” czy udostępnianie lokalizacji w czasie rzeczywistym, akt powrotu do domu został odarty z jakiejkolwiek tajemnicy. To już nie jest powitanie marnotrawnego syna czy utęsknionego małżonka; to logistyczna operacja porównywalna do śledzenia przesyłki z tanią elektroniką z Dalekiego Wschodu.

Jako społeczeństwo dopuściliśmy do sytuacji, w której „Gdzie jesteś?” przestało być pytaniem o stan ducha, a stało się żądaniem współrzędnych geograficznych. Czyż nie jest to najwyższy stopień duchowego lenistwa? Zamiast budować zaufanie na fundamencie wspólnych wartości i danego słowa, budujemy je na krzemowych układach scalonych. Współczesny narzeczony nie pyta już: „Jak minęła ci droga, luba?”, lecz stwierdza z wyrzutem: „Widziałem, że stałaś dziesięć minut pod drogerią, choć mówiłaś, że idziesz prosto do domu”. To profanacja intymności, która w swojej bezwzględności przypomina najmroczniejsze karty historii nadzoru.

Co więcej, SSIA wprowadza do relacji element nerwowości godny giełdowych maklerów. Opóźnienie odświeżania mapy o zaledwie kilka sekund potrafi wywołać kryzys wiary większy niż jakiekolwiek teologiczne dylematy. „Dlaczego stoisz na środku skrzyżowania od trzech minut? Czy twoja miłość wygasła, czy to tylko błąd serwera?” – oto pytania, które zastępują dziś poezję miłosną.

Należy z całą stanowczością podkreślić, że odarcie relacji z marginesu niepewności jest zamachem na wolną wolę. Jeśli wiemy o sobie wszystko w każdym ułamku sekundy, to gdzie miejsce na akt zawierzenia? Gdzie przestrzeń na radosne zaskoczenie? Cywilizacja, która zamienia zaufanie na monitoring, nieuchronnie zmierza ku moralnemu bankructwu. Czas najwyższy porzucić te satelitarne protezy charakteru i powrócić do standardów, w których słowo honoru znaczyło więcej niż najdokładniejszy odczyt z rosyjskiego systemu GLONASS czy amerykańskiego GPS. W przeciwnym razie nasze serca staną się równie płaskie i dwuwymiarowe, co mapy w naszych telefonach.