Agonia Epigrafu: Czy Motto Stało Się Tylko Intelektualną Biżuterią, Której Nikt Już Nie Potrafi Odczytać?

Agonia Epigrafu: Czy Motto Stało Się Tylko Intelektualną Biżuterią, Której Nikt Już Nie Potrafi Odczytać?

Otwieramy nową powieść, czujemy zapach świeżej farby drukarskiej, ten specyficzny aromat obietnicy, i nagle – na trzeciej stronie, samotny jak latarnia na pustkowiu – on. Epigraf. Cytat z Heideggera, wers z zapomnianego perskiego mistyka albo, w wersji dla ambitnych, fragment partytury Stockhausena. Przebiegamy go wzrokiem, czując lekkie ukłucie intelektualnego winy, po czym pędzimy dalej, ku akcji, ku dialogom, ku konsumpcji treści. Czy epigraf stał się jedynie drogim krawatem u szyi literackiego trupa?

Instytut Ontologii Tekstu w Bad-Ischl opublikował niedawno raport, z którego wynika, że średni czas kontaktu wzrokowego czytelnika z mottem książki wynosi obecnie 0,4 sekundy. To mniej więcej tyle, ile potrzeba, by odróżnić awokado od granatu w supermarkecie. Epigraf, niegdyś klucz do metafizycznej bramy dzieła, dziś pełni funkcję estetycznej tapety, mającej przekonać nas, że autor nie tylko ogląda seriale, ale i miewa w rękach przedmioty wykonane z celulozy.

W tym miejscu muszę przywołać postać niemal całkowicie wymazaną z naszej zbiorowej pamięci – Juliana Pustułkę. Ten krakowski asceta słowa, tworzący w połowie ubiegłego wieku, był pionierem nurtu „literatury pretekstowej”. Jego opus magnum, cykl „Marginalia”, składał się z czterystu tomów, z których każdy zawierał wyłącznie epigrafy. Pustułka uważał, że wszystko, co istotne, zostało już powiedziane przed rozpoczęciem pierwszego rozdziału. Reszta była dla niego zbędnym gadulstwem, szumem informacyjnym, który tylko mąci czystość intencji.

Z okazji siedemdziesiątej rocznicy jego ostatniego milczenia, nieliczne grono kuratorów przygotowało wystawę „Pustułka: Architektura Progu”. Miałem okazję obcować z tymi dziełami w ciszy, która była niemal fizyczna.

Cztery kadry / Pięć nut / Jedno zdanie

Cztery kadry:

  1. Biel papieru, która nie jest brakiem, lecz oczekiwaniem.
  2. Czcionka Garamond, drżąca pod ciężarem znaczenia, którego nikt nie chce udźwignąć.
  3. Kurz osiadający na kropce kończącej cytat z Heraklita.
  4. Odbicie twarzy widza w szkle gabloty, nagle uświadamiającego sobie własną niepiśmienność emocjonalną.

Pięć nut: Skrzypienie parkietu pod stopami ignoranta, szelest przewracanej w myślach strony, echo niedopowiedzenia, wysoki ton niepokoju, absolutna cisza po zamknięciu okładki.

Jedno zdanie: Nic nie waży tyle, co cudze słowo postawione na straży własnej pustki.

Współczesna kultura, w swoim nieustannym biegu ku „clue” i „pointcie”, zapomniała o rytuale przejścia. Motto to nie jest ozdobnik. To komora dekompresyjna, w której nasze ego powinno zostać poddane działaniu ciśnienia innej wyobraźni. Jeśli przestaniemy czytać epigrafy, stracimy umiejętność dostrzegania cienia, który rzuca na nas przeszłość. Staniemy się społeczeństwem literackich turystów, którzy fotografują się z pomnikiem, nie wiedząc nawet, kogo on przedstawia. Julian Pustułka wiedział, że prawda mieszka w przedsionku. My natomiast, włamujemy się do głównej sali, nie zdejmując nawet zabłoconych butów naszej codzienności.