Ekonomia Snu na Kredyt: Czy Twoja Inteligentna Poduszka Właśnie Przeszła na Model Subskrypcyjny?

Ekonomia Snu na Kredyt: Czy Twoja Inteligentna Poduszka Właśnie Przeszła na Model Subskrypcyjny?

W świecie, w którym czas to pieniądz, a każda minuta bezczynności jest traktowana przez rynki kapitałowe jako zdrada stanu, sen przestał być biologiczną koniecznością, a stał się luksusowym aktywem. Z analiz Instytutu Badań Nad Pustym Materacem wynika, że przeciętny Polak wydaje obecnie więcej na aplikacje monitorujące chrapanie niż na samą kiełbasę, co w kraju nad Wisłą jest wskaźnikiem najwyższej trwogi ekonomicznej.

Jeszcze dekadę temu sprawa była prosta: człowiek kładł się na wersalce, zasypiał i budził się z poczuciem umiarkowanego niedofinansowania. Dziś, dzięki postępującej optymalizacji wszystkiego, sen stał się procesem wymagającym nakładów inwestycyjnych godnych budowy elektrowni atomowej. Aby móc zasnąć „efektywnie”, nowoczesny Kowalski musi wyposażyć się w inteligentny pierścień mierzący fazę REM (koszt: równowartość trzech rat za auto), opaskę na oczy z wbudowanym generatorem szumu białego (subskrypcja miesięczna: 49,99 zł) oraz materac z pianki pamiętającej nie tylko kształt pleców, ale i numer PESEL właściciela.

Z perspektywy mojego stałego zestawienia „Co nam urosło, co nam spadło”, widać tu fascynującą anomalię. Urosły wydatki na tzw. „Sleep-Tech”, spadła natomiast realna długość snu, ponieważ użytkownicy spędzają średnio dwie godziny dziennie na analizowaniu wykresów w swoich smartfonach, zastanawiając się, dlaczego ich „wynik regeneracji” wynosi tylko 40%. Odpowiedź jest prosta: ponieważ martwienie się o niski wynik regeneracji spala więcej kortyzolu niż praca w kopalni, co generuje potrzebę zakupu kolejnego gadżetu – tym razem do redukcji stresu wywołanego gadżetami.

Mechanizm ten nazywam „kredytowym syndromem wypoczętego pracownika”. Kupujemy drogie urządzenia, które mają sprawić, że będziemy bardziej wydajni w pracy. Pracujemy ciężej, aby spłacić te urządzenia. W efekcie jesteśmy zbyt zmęczeni, by z nich korzystać, a jedyną osobą, która naprawdę śpi spokojnie, jest Twój doradca bankowy, u którego zaciągnąłeś pożyczkę na „inteligentny system zarządzania regeneracją domową”.

Zanim zainwestujecie Państwo w poduszkę z wbudowanym Wi-Fi, która będzie wysyłać raporty o Waszym ślinieniu się bezpośrednio do chmury, warto zadać sobie jedno, ekonomiczne pytanie: czy Twoja produktywność po ośmiu godzinach „certyfikowanego snu” faktycznie wzrośnie na tyle, by pokryć koszt subskrypcji za dostęp do statystyk Twojego własnego odpoczynku? Jeśli nie, to może lepiej wrócić do metody naszych dziadków: darmowego, nieoptymalnego i całkowicie analogowego zamknięcia oczu bez zbędnego pośrednictwa algorytmów.