Syndrom Faryzejskiej Obietnicy Rekreacyjnej (SFOR): Gdy „Musimy się Zdzwonić” Staje się Grzechem Zaniechania. Czy To Ostateczny Upadek Solidarności Międzyludzkiej?

Syndrom Faryzejskiej Obietnicy Rekreacyjnej (SFOR): Gdy „Musimy się Zdzwonić” Staje się Grzechem Zaniechania. Czy To Ostateczny Upadek Solidarności Międzyludzkiej?

Współczesna tkanka społeczna, niegdyś zwarta niczym kunsztowny ornat, pruje się na naszych oczach pod wpływem bezdusznego relatywizmu terminowego. Zjawisko, które roboczo nazywamy Syndromem Faryzejskiej Obietnicy Rekreacyjnej (SFOR), stało się plagą gorszą niż niedzielny handel bez zezwolenia. Czy rzucone w pośpiechu „musimy się zdzwonić” to jeszcze przejaw uprzejmości, czy już perfidne krzywoprzysięstwo?

Instytut Wyższej Kultury i Etykiety im. Maurycego Maeterlincka w swoim najnowszym raporcie „Pustka między Słowem a Kawą” alarmuje: blisko 92% deklaracji o chęci rychłego spotkania towarzyskiego jest składanych bez najmniejszej intencji ich realizacji. To moralna degrengolada, która wstrząsa fundamentami naszej cywilizacji. Kiedyś słowo szlachcica – a za takich chcielibyśmy uważać współczesnych obywateli – było droższe od pieniędzy. Dziś jest jedynie tanim wypełniaczem niezręcznej ciszy w windzie lub na przejściu dla pieszych.

Analizując to zjawisko z perspektywy metafizycznej, SFOR stanowi klasyczny przykład grzechu zaniechania ubranego w szaty nowoczesnego „busy-izmu”. Człowiek dotknięty tym syndromem szafuje terminami, których nie posiada, i obietnicami, których nie zamierza dotrzymać, tworząc wokół siebie aurę fałszywej wspólnotowości. Jest to zachowanie głęboko niegodne, ocierające się o duchową gnuśność. Czy doprawdy tak trudno jest wyznać prawdę: „Moje życie jest obecnie zbyt chaotyczne, bym mógł poświęcić ci godną uwagę”? Zamiast tego wolimy karmić bliźniego złudną nadzieją na wspólne latte, które nigdy nie zostanie zaparzone.

Nie bez znaczenia pozostają tu niedawne wydarzenia na arenie międzynarodowej, gdzie szczyty dyplomatyczne kończą się podobnymi, pustymi deklaracjami o „pogłębionej współpracy”, co znajduje swoje smutne odbicie w mikroskali naszych codziennych relacji. Społeczeństwo, które nie szanuje własnego czasu i danego słowa, nieuchronnie zmierza ku anarchii ducha. Apelujemy zatem o opamiętanie. Niech nasze „tak” oznacza wspólną kawę w czwartek o 17:00, a nasze „nie” – szczere przyznanie się do braku miejsca w kalendarzu. Tylko w ten sposób zdołamy odbudować gmach wzajemnego zaufania, zanim ostatecznie pogrzebie nas gruz niespełnionych zaproszeń.