Syndrom Subskrypcyjnej Utylizacji Relacji (SSUR): Gdy „Anuluj Subskrypcję” Staje się Nowym Aktem Rozwodowym. Czy Dusza Stała się Produktem Czasowym?

Syndrom Subskrypcyjnej Utylizacji Relacji (SSUR): Gdy „Anuluj Subskrypcję” Staje się Nowym Aktem Rozwodowym. Czy Dusza Stała się Produktem Czasowym?

W dobie wszechobecnej cyfryzacji życia, gdzie każda potrzeba – od głodu po popęd płciowy – znajduje swoje zaspokojenie w zasięgu jednego „kliknięcia”, doczekaliśmy się zjawiska, które w swej bezwzględności uderza w same fundamenty zachodniej cywilizacji. Mowa o Syndromie Subskrypcyjnej Utylizacji Relacji (SSUR), procesie, w którym drugi człowiek przestaje być traktowany jako sakrum, a staje się jedynie usługą z miesięcznym okresem wypowiedzenia. Czy polskie społeczeństwo, niegdyś dumne ze swej stałości w uczuciach i przywiązania do tradycji, ostatecznie skapitulowało przed modelem biznesowym platform streamingowych?

Według najnowszych raportów Instytutu Relacyjnej Efektywności im. Erazma z Rotterdamu, coraz większa grupa dorosłych Polaków wykazuje tendencje do traktowania partnerów, przyjaciół, a nawet członków rodziny jako „pakiety premium”, które można w dowolnej chwili zdegradować do wersji darmowej z reklamami lub całkowicie usunąć z cyfrowego ekosystemu własnej egzystencji. Zjawisko to, fachowo nazwane SSUR, jest emanacją najgorszych instynktów konsumpcyjnych, gdzie „ja” staje się jedynym administratorem rzeczywistości, a „ty” jest jedynie tymczasowym dostawcą kontentu emocjonalnego.

Kiedyś, w czasach, które z perspektywy dzisiejszego chaosu wydają się niemal biblijne w swej prostocie, relacja międzyludzka była postrzegana jako budowla wymagająca fundamentów, potu i – co najważniejsze – czasu. Dziś natomiast młode pokolenia, wychowane na kulturze „on-demand”, wprowadzają do sfery uczuć terminologię rodem z korporacyjnych arkuszy kalkulacyjnych. Pojawia się „okres próbny”, podczas którego partner musi wykazać się nadludzką wydajnością, by nie zostać odesłanym do magazynu samotności bez prawa do reklamacji. Jeśli poziom „użyteczności” spadnie poniżej oczekiwanego progu, następuje natychmiastowe rozwiązanie umowy bez zachowania terminów wypowiedzenia.

Co gorsza, proces ten odbywa się w atmosferze moralnej wyższości. Pod płaszczykiem „dbania o dobrostan psychiczny” i „stawiania granic”, dokonuje się brutalnej dekapitacji więzi. Jeśli mąż nie dostarcza odpowiedniej dawki dopaminy, a żona przestała być estetycznym tłem dla relacji na mediach społecznościowych, nowoczesny człowiek nie szuka naprawy – on po prostu klika przycisk „unsubscribe”. To przerażająca wizja świata, w którym przysięga „na zawsze” została zastąpiona klauzulą „dopóki nie znajdę lepszej oferty w promocji”.

Należy zadać sobie pytanie: gdzie w tym wszystkim miejsce na ducha? Czy w świecie, w którym relacje są optymalizowane pod kątem algorytmów szczęścia, pozostało jeszcze cokolwiek z metafizycznego lęku przed samotnością, który pchał naszych przodków ku budowaniu trwałych wspólnot? Niestety, obecne trendy wskazują na to, że zmierzamy ku wielkiej, samotnej pustyni, na której każdy z nas będzie posiadał setki wykupionych subskrypcji na innych ludzi, nie znając imienia żadnego z nich. To nie jest postęp. To jest powolna egzekucja człowieczeństwa na ołtarzu wygody.