Gmina Cicha Strona wprowadza „Ustawę o Normatywnym Przewracaniu Stron”. Czy czytasz książki zgodnie z prawem? Pod lupą prawa

Gmina Cicha Strona wprowadza „Ustawę o Normatywnym Przewracaniu Stron”. Czy czytasz książki zgodnie z prawem? Pod lupą prawa

Czytanie książek w miejscach publicznych oraz we własnych domach może wkrótce stać się źródłem dotkliwych kar finansowych. Rada Gminy Cicha Strona przyjęła uchwałę regulującą dopuszczalny poziom szelestu oraz zabraniającą tzw. „oślich uszu”. Urzędnicy przekonują, że to krok w stronę ochrony klimatu akustycznego i poszanowania papieru, jednak analiza dokumentów rodzi poważne pytania o granice ingerencji samorządu w prywatność mieszkańców.

Uchwała nr XLVIII/320/2024, zatytułowana lakonicznie „O utrzymaniu ładu biblioteczno-akustycznego i przeciwdziałaniu degradacji celulozy”, weszła w życie z początkiem miesiąca. Na pozór dokument wydaje się proekologiczną inicjatywą. Gdy jednak wczytać się w załącznik nr 3, określający „Standardy Kinetyki Manualnej przy Obcowaniu z Woluminem”, sytuacja zaczyna wyglądać zgoła inaczej.

Zgodnie z nowymi przepisami, każdy mieszkaniec gminy dokonujący czynności czytania (zdefiniowanej w ustawie jako „kontakt wzrokowo-fizyczny z zadrukowaną powierzchnią papierową”) zobowiązany jest do zachowania norm akustycznych. Maksymalny dopuszczalny poziom dźwięku przy przewracaniu jednej strony wynosi obecnie 12 decybeli w porze dziennej oraz 5 decybeli po godzinie 22:00. Jak urzędnicy zamierzają to kontrolować? Z budżetu gminy wydzielono już kwotę 120 tysięcy złotych na zakup specjalistycznych decybelomierzy laserowych dla Straży Gminnej.

To jednak nie wszystko. Artykuł 8 uchwały wprost penalizuje „trwałe zniekształcanie geometryczne narożników kartowych”, szerzej znane jako zaginanie rogów (ośle uszy). Za każdy zagięty róg w książce – bez względu na to, czy stanowi ona własność prywatną, czy pochodzi z biblioteki – przewidziano mandat karny w wysokości do 200 złotych. W uzasadnieniu projektu czytamy, że „zaginanie rogów niszczy strukturę włókien drzewnych, co skraca żywotność papieru i stoi w sprzeczności z gminną strategią gospodarki o obiegu zamkniętym”.

Przeanalizowałam protokoły z komisji legislacyjnej. Wynika z nich, że pomysłodawcy regulacji nie przewidzieli żadnych wyjątków dla osób starszych, niedowidzących czy cierpiących na schorzenia motoryczne, dla których delikatne i bezszelestne przewracanie stron bywa fizyczną niemożliwością. Na moje zapytanie w tej sprawie, skierowane do rzecznika prasowego urzędu gminy, otrzymałam lakoniczną odpowiedź: „Prawo jest równe dla wszystkich, a dbałość o ciszę i stan techniczny woluminów to wspólny obowiązek obywatelski”.

Lokalni aktywiści już zapowiadają zaskarżenie uchwały do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Wskazują oni na rażące naruszenie prawa do prywatności oraz brak podstaw ustawowych do regulowania sposobu, w jaki obywatele korzystają z własnych rzeczy ruchomych w obrębie swoich mieszkań. Sprawa ta, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się kuriozalna, dotyka fundamentalnego problemu: jak daleko może posunąć się lokalna władza pod pretekstem dbałości o ekologię i dobrostan społeczny, zanim przekroczy próg absurdu?