Syndrom Autokratycznego Monologu Głosowego (SAMG): Gdy siedmiominutowa „głosówka” zastępuje dialog. Czy to ostateczny upadek szacunku dla czasu bliźniego?

Syndrom Autokratycznego Monologu Głosowego (SAMG): Gdy siedmiominutowa „głosówka” zastępuje dialog. Czy to ostateczny upadek szacunku dla czasu bliźniego?

Żyjemy w epoce, w której szacunek do drugiego człowieka został zredukowany do poziomu cyfrowego barbarzyństwa. Niegdyś, by przekazać myśl, człowiek zmuszony był do wysiłku intelektualnego – musiał sformułować zdanie, ubrać je w ramy ortografii i przede wszystkim, zważyć na czas swojego odbiorcy. Dziś, u progu trzeciej dekady XXI wieku, stajemy w obliczu cywilizacyjnego kryzysu, który godzi w same fundamenty społecznego współżycia i który zmuszony jestem zdiagnozować jako Syndrom Autokratycznego Monologu Głosowego (SAMG).

Zjawisko to, szerzące się niczym plaga w najpopularniejszych komunikatorach, polega na bezpardonowym zastępowaniu zwięzłych wiadomości tekstowych wielominutowymi nagraniami dźwiękowymi. Nadawca, wiedziony skrajnym egoizmem i lenistwem intelektualnym, dokonuje aktu werbalnego wyładunku na Bogu ducha winnym odbiorcy. Zamiast precyzyjnego komunikatu, otrzymujemy niespójny potok myśli, przerywany westchnieniami, odgłosami wielkomiejskiego zgiełku oraz nieskrępowanym mlaskaniem.

Z punktu widzenia wysokich standardów etycznych i elementarnej kultury osobistej, zachowanie to nosi znamiona grzechu pychy. Nadawca SAMG uzurpuje sobie bowiem prawo do bezprawniczej kolonizacji czasu bliźniego. Odbiorca zostaje zmuszony do celebracji tego wątpliwej jakości spektaklu – musi odnaleźć słuchawki, wyciszyć otoczenie i przez niemal dziesięć minut wysłuchiwać tyrady, którą można by streścić w trzech słowach. Czyż to nie jest jawne pogwanie wolności osobistej i naruszenie domowego ołtarza spokoju?

Niedawne doniesienia z rynku technologicznego, wskazujące na wprowadzenie przez globalne koncerny funkcji przyspieszania odsłuchu do prędkości 2x, są jedynie smutnym dowodem na to, że współczesna kultura kapituluje przed tym barbarzyństwem. Zamiast potępić ten proceder na poziomie edukacji i debaty publicznej, ułatwiamy go, sankcjonując degradację języka polskiego do poziomu bełkotliwego przyspieszenia. Jako społeczeństwo o bogatej tradycji epistolarnej musimy postawić twarde i bezkompromisowe veto wobec tej akustycznej inwazji i powrócić do tradycyjnej, szlachetnej liturgii słowa pisanego, która wymagała od nas nie tylko skupienia, ale i głębokiego szacunku dla bliźniego.