Syndrom Egalitarnej Barbarzyńskiej Poufałości (SEBP): Gdy „Panie Kierowniku” Zastępuje Bezpardonowe „Hej”. Czy To Ostateczny Upadek Hierarchii Cywilizacyjnej?

W dobie postępującej erozji norm społecznych, gdzie granica między sacrum a profanum uległa niemal całkowitemu zatarciu, stajemy w obliczu zjawiska, które Instytut Wyższej Kultury i Etykiety im. Maurycego Beniowskiego określił mianem Syndromu Egalitarnej Barbarzyńskiej Poufałości (SEBP). Jest to stan chorobowy tkanki społecznej, w którym naturalny porządek hierarchiczny zostaje zastąpiony przez wymuszony, quasi-braterski egalitaryzm, objawiający się głównie poprzez natychmiastowe przechodzenie na „ty” bez uprzedniego sakramentu zgody obu stron.
Obserwując współczesne kuluary polskiego życia publicznego oraz – co bardziej bolesne – codzienne interakcje w przestrzeniach usługowych, nie sposób nie odnieść wrażenia, iż znajdujemy się w samym centrum cywilizacyjnego regresu. Jeszcze kilka dekad temu, właściwa forma adresatywna stanowiła pancerz chroniący godność jednostki i wyznaczała granice, których nieśmiały intelekt nie odważyłby się przekroczyć. Dziś natomiast, wchodząc do pierwszej lepszej kawiarni o profilu „progresywnym”, człowiek o ugruntowanej pozycji etycznej zostaje zaatakowany pytaniem: „Co dla ciebie, byczku?”, co w swej istocie jest aktem agresji werbalnej nie mniejszym niż policzek wymierzony rękawiczką w obecności damy.
Z perspektywy metafizycznej, tytuły „Pan” oraz „Pani” nie są jedynie pustymi etykietami, jak chcieliby to widzieć propagatorzy nowoczesnego chaosu. Są one kotwicami bytu, które nadają relacji międzyludzkiej ramy obiektywnego szacunku i dystansu, niezbędnego do zachowania higieny ducha. Usunięcie tych barier prowadzi do tragicznego w skutkach złudzenia, że każdy napotkany przechodzeń jest naszym powiernikiem, co jest teologicznym nonsensem i obyczajową herezją. Czyż nie po to nasi przodkowie budowali skomplikowane systemy tytularne, by odróżnić sferę domową od sfery publicznej, która winna być rządzona surowym, profesjonalnym kanonem?
Współczesne biura, stylizowane na place zabaw dla dorosłych, gdzie prezes spółki giełdowej zachęca, by mówić mu „Darek”, są niczym innym jak współczesną Wieżą Babel, w której brak jasnej struktury prowadzi do totalnego chaosu komunikacyjnego. Jak mamy wymagać od społeczeństwa przestrzegania Dekalogu, skoro nie potrafimy wyegzekwować od baristy zachowania dystansu właściwego dla relacji klient-usługodawca? To nie jest „nowoczesność” – to jest kapitulacja ducha przed lenistwem umysłowym. Jeśli nie powrócimy do surowej dyscypliny formy i nie przywrócimy należnego miejsca hierarchii, wkrótce jedynym zwrotem, jaki usłyszymy w urzędach czy kościołach, będzie bezduszne i prostackie „siema”, co zwiastować będzie ostateczne domknięcie bram piekieł relacyjnych i koniec świata, jaki znaliśmy – świata opartego na porządku i godności.
