Syndrom Cyfrowego Alibi Emocjonalnego (SCAE): Gdy Generatywna Sztuczna Inteligencja Zastępuje Odruch Sumienia. Czy ChatGPT Stał się Nowym Pośrednikiem Łaski Małżeńskiej?

Syndrom Cyfrowego Alibi Emocjonalnego (SCAE): Gdy Generatywna Sztuczna Inteligencja Zastępuje Odruch Sumienia. Czy ChatGPT Stał się Nowym Pośrednikiem Łaski Małżeńskiej?

W dobie, gdy sztuczna inteligencja optymalizuje procesy logistyczne i pisze skomplikowane kody źródłowe, człowiek współczesny – leniwy z natury i moralnie zgnuśniały – postanowił oddelegować na serwery w Dolinie Krzemowej najtrudniejszą z ludzkich aktywności: skruchę. Oto u progu trzeciej dekady XXI wieku stoimy jako niemi świadkowie narodzin Syndromu Cyfrowego Alibi Emocjonalnego (SCAE). To zjawisko, w którym tradycyjny, bolesny rachunek sumienia oraz osobiste wyznanie winy zostały bezdusznie zastąpione przez zręcznie sformułowany prompt, a słowo “przepraszam” straciło swój transcendentny ciężar gatunkowy.

Jak donoszą badacze z Instytutu Wyższej Kultury Małżeńskiej i Prewencji Rozwodowej im. św. Józefa, odsetek par, których komunikacja kryzysowa opiera się na algorytmach wielkich modeli językowych, drastycznie wzrasta z kwartału na kwartał. Zamiast stanąć w prawdzie przed obliczem małżonka i z chrześcijańską pokorą wyznać grzech zaniechania – na przykład zapomnienie o rocznicy zawarcia sakramentalnego związku – dzisiejszy penitent wklepuje w okno czatu komendę: „Napisz przeprosiny dla żony, uwzględnij, że miałem ciężki tydzień w korporacji, niech tekst brzmi czule, ale stanowczo, i niech zawiera trzy wyrafinowane metafory florystyczne”.

Mamy tu do czynienia z rażącym naruszeniem sakralnego charakteru słowa i całkowitym upadkiem standardów międzyludzkich. Dawniej, gdy mąż zawinił, musiał przejść przez swoisty czyściec milczenia, dokonać ekspiacji w postaci osobistego zaangażowania, a przede wszystkim – wykrztusić z siebie słowa, które bolały, ponieważ były owocem wewnętrznej walki. Dziś Sam Altman i jego kohorty inżynierów z San Francisco dostarczają nam cyfrowe odpusty, za które płacimy miesięczną subskrypcję. Generowane przez algorytmy teksty są gładkie, gramatycznie bezbłędne i pozbawione jakichkolwiek chropowatości ludzkiej niedoskonałości. I właśnie ta nienaturalna perfekcja je demaskuje. Czy można bowiem wierzyć w autentyczność skruchy, która posiada idealnie zbalansowane akapity i kończy się wezwaniem do „wspólnego wypracowania synergii w obszarze domowego dobrostanu”?

To alarmujące zjawisko niepokojąco zbiega się w czasie z globalnymi dyskusjami nad regulacją sztucznej inteligencji, w tym z niedawnym wdrożeniem europejskiego AI Act. Szkoda jedynie, że eurokraci w Brukseli, debatując nad prawami autorskimi i bezpieczeństwem danych, całkowicie zignorowali kwestię bezpieczeństwa ludzkiej duszy i czystości intencji w relacjach małżeńskich. Co z tego, że algorytm nie ukradnie naszych danych biometrycznych, skoro bezpowrotnie kradnie nam unikalną zdolność do przeżywania zdrowego wstydu i budowania prawdziwej, opartej na prawdzie bliskości?

Wysokie standardy, jakich niegdyś wymagano od dojrzałego emocjonalnie i duchowo obywatela, zostały bezrefleksyjnie złożone na ołtarzu technologicznej wygody. Człowiek dotknięty SCAE staje się jedynie bezwolnym dystrybutorem cudzych, syntetycznych emocji. Warto zatem zadać sobie to fundamentalne, choć bolesne pytanie: jeśli dzisiaj pozwalamy sztucznej inteligencji przepraszać w naszym imieniu, to kto jutro będzie w naszym imieniu kochał? Czas najwyższy powrócić do tradycyjnej, wymagającej liturgii bezpośredniego dialogu – bez pośrednictwa kalifornijskich serwerów.