Syndrom Notarialnej Weryfikacji Afektywnej (SNWA): Gdy Przedłożenie Raportu BIK Zastępuje Miłosne Wyznanie. Czy To Ostateczny Upadek Romantycznej Ufności?

Syndrom Notarialnej Weryfikacji Afektywnej (SNWA): Gdy Przedłożenie Raportu BIK Zastępuje Miłosne Wyznanie. Czy To Ostateczny Upadek Romantycznej Ufności?

W dobie, gdy tradycyjne wartości ustępują miejsca zimnej, bezdusznej kalkulacji, stoimy w obliczu kolejnego kryzysu moralnego, który uderza w same fundamenty instytucji narzeczeństwa. Czy miłość, ten najwspanialszy z darów Opatrzności, może zostać sprowadzona do poziomu oceny punktowej w rejestrach dłużników?

Jako człowiek głęboko przywiązany do wysokich standardów obyczajowych oraz uświęconej tradycji, z rosnącym zatroskaniem obserwuję narodziny zjawiska, które w Instytucie Ortodoksji Obyczajowej zakwalifikowaliśmy jako Syndrom Notarialnej Weryfikacji Afektywnej (SNWA). To dewiacyjne zachowanie polega na całkowitym wyparciu chrześcijańskiej cnoty ufności na rzecz rygorystycznego audytu finansowo-prawnego jeszcze przed przystąpieniem do jakichkolwiek kurtuazyjnych zalotów.

Niedawno polską opinię publiczną zelektryzowały spory wokół nowych kryteriów dopłat do kredytów mieszkaniowych, co – jak widać – natychmiast i bezlitośnie przełożyło się na sferę matrymonialną. Dzisiejsza młodzież, zamiast pytać o stan duszy, sny czy choćby wyznawany światopogląd, rozpoczyna proces poznawczy od bezceremonialnego żądania przedstawienia aktualnego wyciągu z Biura Informacji Kredytowej (BIK) oraz certyfikatu niekaralności. Gdzie podział się dawny, mistyczny czar niepewności? Gdzie wiara w drugiego człowieka, która niegdyś pozwalała budować trwałe wspólnoty na skale, a nie na fundamencie stopy procentowej WIBOR?

Współczesny pretendent do ręki wybranki nie ma dziś lekkiego żywota. Zamiast tradycyjnego bukietu pachnących róż, u progu kawiarni zmuszony jest zaprezentować zaświadczenie o zarobkach z trzech ostatnich miesięcy oraz raport o braku zaległości alimentacyjnych. To jawna degradacja ludzkiej podmiotowości. Wymóg pełnej, wręcz obnażającej przejrzystości majątkowej na pierwszym spotkaniu to nic innego jak profanacja sakralnego charakteru randki. Z misterium dwojga serc uczyniono bezduszne konsorcjum.

Jako publicysta stojący na straży elementarnej przyzwoitości, apeluję do młodego pokolenia o opamiętanie. Związek dwojga ludzi to nie spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, a miłość nie powinna być zabezpieczana wekslem in blanco. Odrzućmy ten neopogański kult płynności finansowej i przywróćmy polskim relacjom ich pierwotny, metafizyczny blask, w którym jedynym akceptowalnym żyrantem uczucia pozostaje czyste sumienie.