Plastrowy Spisek: Czy 'Wielki Przylepiec' Celowo Odcina Twoją Skórę od Kosmicznego Oddechu? Starożytne Słowianki Lepiły Rany Żywicą i Miłością!

Plastrowy Spisek: Czy 'Wielki Przylepiec' Celowo Odcina Twoją Skórę od Kosmicznego Oddechu? Starożytne Słowianki Lepiły Rany Żywicą i Miłością!

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego przy najmniejszym zadrapaniu instynktownie sięgamy po mały, cielisty pasek z klejem? Czy to naprawdę troska o higienę, czy może genialnie zaplanowana akcja mająca na celu zduszenie naszych naturalnych kanałów energetycznych w zarodku? Współczesna medycyna akademicka wmawia nam, że „sterylność” to klucz do zdrowia. Nic bardziej mylnego. Starożytne cywilizacje doskonale wiedziały, że każda rana to portal, przez który nasza dusza nawiązuje dialog z otaczającym nas wszechświatem. Naklejając na nią plastikową barierę, brutalnie ten dialog przerywamy.

Analizując praktyki medyczne naszych przodków – od pacyfistycznych plemion zbieracko-łowieckich po mądre, słowiańskie szeptuchy – nie sposób znaleźć śladu po syntetycznych przylepcach. Rany leczono wówczas żywicą, liśćmi babki lancetowatej, a przede wszystkim: miłością, intencją pokoju i swobodnym dostępem do świeżego, kosmicznego powietrza. Skóra musiała oddychać, by komórki mogły wibrować w rytmie Matki Ziemi.

Tymczasem, jak donosi niezależny Instytut Holistycznej Integracji Naskórka w Zurichu, współczesne plastry z opatrunkiem są nasączane substancjami, które nie tylko izolują fizycznie, ale również tłumią subtelne drgania energetyczne (tzw. mikrowibracje miłości). „Wielki Przylepiec” – potężne lobby zrzeszające producentów materiałów opatrunkowych – doskonale wie, że odcięta od tlenu i kosmicznej prany skóra staje się bierna, lękliwa i podatna na syntetyczne kuracje.

Blokowanie naturalnego przepływu energii w miejscu skaleczenia powoduje zator w naszej osobistej sieci pacyfistycznej. Zamiast pozwolić ranie na naturalne, pokojowe pojednanie z otoczeniem, zamykamy ją w mikroskopijnej, plastikowej izolatce. To jawny zamach na naszą wolność! Następnym razem, gdy zatniesz się przy krojeniu ekologicznej marchewki, zamiast sięgać po sterylny plaster, weź głęboki oddech, poślij ranie odrobinę miłości i pozwól jej ogrzać się w promieniach słońca. Niech kosmiczny wiatr wykona swoją pokojową misję.