Syndrom Pikselowej Liturgii Żałobnej (SPLŻ): Gdy Czarna Wstążka na Profilowym Zastępuje Mszę Świętą. Czy Nasza Empatia Zmieści Się w Formacie JPG?

W dobie powszechnej cyfryzacji, gdzie nawet zbawienie duszy próbuje się poddać rynkowej optymalizacji, tradycyjne rytuały przejścia ulegają niepokojącej trywializacji. Czy zastąpienie fizycznej obecności na uroczystościach żałobnych czarnym filtrem na zdjęciu profilowym to krok ku nowoczesności, czy może ostateczny upadek ludzkiej przyzwoitości? Instytut Badań nad Estetyką i Etyką Społeczną w Pelplinie bije na alarm: stoimy w obliczu całkowitej sekularyzacji współczucia.
Jeszcze nie tak dawno, w czasach, gdy szacunek do drugiego człowieka nie był mierzony przepustowością łącza internetowego, odejście bliźniego wymagało od nas wysiłku. Wymagało przywdziania odzienia godnego – najlepiej w głębokiej czerni – oraz osobistego stawiennictwa w świątyni, by tam, w skupieniu i modlitewnym uniesieniu, oddać cześć pamięci zmarłego. Dziś jednak, w dobie dyktatury wygody, ów święty rytuał został sprowadzony do poziomu leniwego kliknięcia.
Zjawisko, które roboczo ochrzciliśmy Syndromem Pikselowej Liturgii Żałobnej (SPLŻ), objawia się masowym i bezrefleksyjnym publikowaniem emotikonów przedstawiających złożone do modlitwy dłonie (🙏) lub symboliczną świeczkę (🕯️) pod informacją o zgonie. Szczytem tego cyfrowego faryzeizmu stało się niedawne, bulwersujące zjawisko obserwowane podczas minionego święta Wszystkich Świętych w Polsce, kiedy to portale społecznościowe zalała fala „wirtualnych zniczy”. Zamiast zmarznąć na cmentarzu, pomodlić się przy grobie przodków i zapalić prawdziwy, woskowy płomień, współczesny nomada wolał wysłać SMS-a o treści „PAMIĘĆ” za jedyne 4,99 zł z VAT, by jego nazwisko rozbłysło na cyfrowej mapie nekropolii.
Z teologicznego i społecznego punktu widzenia jest to dramatyczna kapitulacja przed materializmem. Prawdziwa relacja międzyludzka, budowana na fundamencie chrześcijańskiej miłości bliźniego, wymaga ofiary – chociażby ofiary czasu. Tymczasem algorytmy social media oferują nam rozgrzeszenie z nieobecności za cenę polubienia postu kondolencyjnego. Czy naprawdę wierzymy, że dusza zmarłego, uwalniając się od ziemskich pęt, potrzebuje do szczęścia zasięgów organicznych i algorytmicznego wsparcia?
Jako społeczeństwo musimy postawić sobie twarde wymagania. Prawdziwy żal nie mieści się w formacie JPG ani PNG. Jeśli nie stać nas na chwilę refleksji, na przybycie do kościoła i złożenie tradycyjnych kondolencji rodzinie, to przynajmniej oszczędźmy bliskim zmarłego estetycznej tortury, jaką jest oglądanie animowanych, migających zniczy w sekcji komentarzy. Przywrócenie sacrum w relacjach międzyludzkich to nie kwestia wyboru – to nasz moralny i cywilizacyjny obowiązek.
