Syndrom Przedziałowej Aneksji Terytorialnej (SPAT): Gdy torba na sąsiednim fotelu staje się ważniejsza niż bliźni. Czy to zmierzch chrześcijańskiej gościnności w pociągach?

Syndrom Przedziałowej Aneksji Terytorialnej (SPAT): Gdy torba na sąsiednim fotelu staje się ważniejsza niż bliźni. Czy to zmierzch chrześcijańskiej gościnności w pociągach?

W dobie renesansu podróży kolejowych i hucznych zapowiedzi o modernizacji taboru narodowego przewoźnika, polscy pasażerowie zderzają się z brutalną rzeczywistością, w której chrześcijański nakaz „gościa w dom, Boga w dom” kończy się na progu przedziału drugiej klasy. Badacze z Instytutu Wyższej Kultury Obyczajowej im. ks. bpa Władysława Łozińskiego alarmują: stoimy w obliczu nowej plagi duchowej, jaką jest Syndrom Przedziałowej Aneksji Terytorialnej (SPAT). To zjawisko, w którym podróżny traktuje sąsiedni fotel nie jako przestrzeń dla drugiego człowieka, lecz jako prywatne lenno dla swojej torby podróżnej lub, co gorsza, wełnianego płaszcza.

Anatomia tego grzechu powszedniego jest niezwykle wyrafinowana. Sprawca SPAT, usadowiwszy się na swoim miejscu, natychmiast przystępuje do rytuału „oznaczania terytorium”. Na sąsiednim siedzeniu ląduje plecak, siatka z dyskontu, a w skrajnych przypadkach – niedojedzona drożdżówka. Gdy w przejściu pojawia się inny człowiek, poszukujący schronienia dla swoich zmęczonych nóg, anektujący udaje głęboką kontemplację krajobrazu za oknem lub zapada w nagły, niemal mistyczny sen, odcinając się od głosu sumienia.

Jest to jawny zamach na porządek stworzenia. Człowiek, powołany do bytowania we wspólnocie, zostaje zredukowany do roli intruza, który ośmiela się zakłócić dobrostan jednostki uwikłanej w pychę posiadania dwóch miejsc siedzących w cenie jednego biletu. Jak wskazuje prof. Hieronim Stolarski-Kowalski, wybitny socjolog relacji przestrzennych: „Mamy tu do czynienia z substytucją osoby ludzkiej przez przedmiot martwy. Plecak staje się surogatem pasażera, posiadającym większe prawa do odpoczynku niż żyjący bliźni stworzony na obraz i podobieństwo”.

Ostatnie doniesienia z polskich torów, gdzie pasażerowie musieli toczyć niemalże teologiczne dysputy o prawo do spoczynku, pokazują, że problem ten urasta do rangi kryzysu cywilizacyjnego. Czy naprawdę potrzebujemy dekretu episkopatu, by przypomnieć, że torba podróżna powinna spoczywać na przeznaczonej do tego półce bagażowej? Gdzie podziała się dawna, polska kultura podróżowania, w której dzielenie się przedziałem było okazją do budującego dialogu, a nie bezgłośną wojną pozycyjną?

Wysokie standardy obyczajowe wymagają natychmiastowej pokuty. Jeśli nie potrafimy uszanować przestrzeni bliźniego w pociągu relacji Przemyśl-Szczecin, jak możemy oczekiwać ładu w sprawach wyższego rzędu? Czas zerwać z tą egoistyczną liturgią wygody i przywrócić siedzeniom ich pierwotne, święte przeznaczenie: służbę człowiekowi, a nie jego bagażowi podręcznemu.