Budżet Domowy

Ekonomia Nastroju: Jak Algorytmy Decydują, Czy Dziś Płacisz za Chleb Jak za Zboże, Czy Jak za Złoto?

Ekonomia Nastroju: Jak Algorytmy Decydują, Czy Dziś Płacisz za Chleb Jak za Zboże, Czy Jak za Złoto?

Czy zdarzyło Wam się kiedyś podejść do półki po bochenek chleba i doznać mikrozawału na widok ceny? Jeśli tak, to prawdopodobnie nie była to wina inflacji, a… Państwa złego humoru. Witajcie w erze ekonomii nastroju, gdzie algorytmy wiedzą, że jesteście gotowi zapłacić więcej, bo pada deszcz, spóźniliście się na autobus, a Wasz smartwatch właśnie odnotował podwyższony poziom kortyzolu. Brzmi jak science fiction? Według najnowszego raportu Instytutu Psychometrii Konsumenckiej w Zgierzu, to już nie jest przyszłość – to teraźniejszość, która po cichu wkrada się do naszych portfeli.

Finansowy 'Life-Coach': Czy Osobisty Trener Portfela Zrobi z Ciebie Milionera, Czy Tylko Zestresowanego Posiadacza Tabelki w Excelu?

Finansowy 'Life-Coach': Czy Osobisty Trener Portfela Zrobi z Ciebie Milionera, Czy Tylko Zestresowanego Posiadacza Tabelki w Excelu?

Zanim zdążyliśmy ochłonąć po rewolucji, jaką w naszych życiorysach wywołał trener personalny, a w naszych duszach terapeuta, na horyzoncie pojawił się nowy mesjasz dobrobytu: finansowy life-coach. Postać niemal mityczna, która za skromną opłatą obiecuje przemienić nasz skromny budżet w prężnie działające imperium finansowe. Obiecuje porządek w chaosie, strategię w spontaniczności i procent składany tam, gdzie do tej pory rosły co najwyżej odsetki od debetu. Pytanie brzmi: czy to faktycznie spersonalizowana mapa do skarbca El Dorado, czy może raczej nowa, wyjątkowo droga wersja aplikacji z listą wydatków?

Ekonomia Koncertowa: Jak Zostać Dyrektorem Własnej Niepewności i Dyrygentem Orkiestry Niedopłaconych Zleceń?

Ekonomia Koncertowa: Jak Zostać Dyrektorem Własnej Niepewności i Dyrygentem Orkiestry Niedopłaconych Zleceń?

W erze cyfrowego nomadyzmu i wszechobecnych aplikacji obiecujących elastyczność, termin „gig economy”, czyli nasza rodzima „ekonomia koncertowa”, brzmi jak aria wolności dla uszu zmęczonego korporacyjnym rygorem pracownika. Obraz prezesa własnego losu, pracującego z hamaka na Bali za pomocą jednego smartfona, stał się nowym Świętym Graalem rozwoju osobistego. Jednakże, jak wskazują najnowsze analizy Instytutu Finansów Stosowanych i Rozczarowań (IFSiR), za tą lśniącą fasadą kryje się często prozaiczna walka o przetrwanie, w której jedyną elastycznością jest ta w naszym kręgosłupie, od schylania się po kolejne nisko płatne zlecenia.

Czy zatem jesteśmy świadkami rewolucji na rynku pracy, która uwolni nas z okowów etatu, czy raczej bierzemy udział w masowym eksperymencie, którego celem jest sprawdzenie, jak nisko można zbić stawkę za godzinę, zanim pracownik zorientuje się, że dopłaca do interesu? W moim cyklicznym felietonie „Co nam urosło, co nam spadło” przyjrzymy się dziś, co tak naprawdę rośnie w ekonomii koncertowej – nasza niezależność czy raczej stan naszego zadłużenia.

„Efekt Latte” to Przeszłość. Teraz Zagraża Nam „Syndrom Rzemieślniczego Papieru Toaletowego”!

„Efekt Latte” to Przeszłość. Teraz Zagraża Nam „Syndrom Rzemieślniczego Papieru Toaletowego”!

Przez lata wmawiano nam, że drogą do finansowej stabilności jest rezygnacja z kawy na mieście. Słynny „efekt latte” stał się ewangeliczną przypowieścią o oszczędzaniu. Dziś, z ciężkim sercem i jeszcze lżejszym portfelem, muszę ogłosić: ten mit jest martwy. Został zamordowany z zimną krwią przez znacznie groźniejszego przeciwnika – wszechobecną premiumizację. Zjawisko, które sprawia, że zwykły papier toaletowy zaczyna mieć bardziej arystokratyczne pochodzenie niż niejeden europejski monarcha.

Zapomnijcie o latte za 15 złotych. Prawdziwym zagrożeniem dla budżetu Kowalskiego jest teraz „sól himalajska o wibracjach księżycowych” za 25 złotych, „woda strukturyzowana” droższa od paliwa rakietowego i chleb, którego proces wypieku jest bardziej skomplikowany niż instrukcja obsługi promu kosmicznego. Czy nasze życie stało się od tego lepsze? Zdecydowanie tak – przynajmniej w oczach działów marketingu.

Promocyjna Schizofrenia: Jak Supermarkety Uczą Nas Matematyki, Której Nigdy Nie Chcieliśmy Znać?

Promocyjna Schizofrenia: Jak Supermarkety Uczą Nas Matematyki, Której Nigdy Nie Chcieliśmy Znać?

Stajesz przed regałem. W jednej ręce trzymasz listę zakupów, święty graal racjonalności i finansowej dyscypliny. W drugiej – pusty koszyk, naczynie gotowe na przyjęcie dóbr wszelakich. A przed tobą on. Żółty, agresywny, krzyczący niczym trybun ludowy na wiecu – napis “3 w cenie 2!”. I tu zaczyna się dramat, godny antycznej tragedii, w której twoja logika walczy z pierwotnym instynktem łowcy-zbieracza.

Czy naprawdę potrzebujesz trzech litrów majonezu, skoro mieszkasz sam i jesteś na diecie? Czy zakup ośmiopaku papieru toaletowego o zapachu leśnej bryzy, gdy w domu masz jeszcze zapas z poprzedniej promocji, jest aktem przezorności, czy już syndromem oblężonej twierdzy? Witajcie w świecie promocyjnej schizofrenii, gdzie każdy wypad po bułki zamienia się w zaawansowane ćwiczenia z analizy matematycznej i psychologii tłumu.

Shrinkflacja: Jak Twój Ulubiony Batonik Zmienił Się w Próbkę, a Portfel Płacze Po Cichu

Shrinkflacja: Jak Twój Ulubiony Batonik Zmienił Się w Próbkę, a Portfel Płacze Po Cichu

Zapewne każdy z nas doznał tego egzystencjalnego wstrząsu. Otwierasz paczkę chipsów, a wita Cię głównie powietrze z limitowaną edycją ziemniaków. Sięgasz po ulubiony batonik, który w dłoni zdaje się podejrzanie filigranowy, niczym biżuteria dla lalki. Czy to Twoje dłonie urosły, czy może producenci rozpoczęli masową produkcję w skali mikro? Nie, drodzy czytelnicy, to nie złudzenie. To shrinkflacja – cicha i podstępna dieta, na którą zapisano nas wszystkich bez naszej zgody.

To zjawisko, nazywane przez ekspertów z Instytutu Badań nad Erozją Gramatury (IBNEG) „niewidzialnym podatkiem od nieuwagi”, polega na zmniejszaniu wagi lub objętości produktu przy jednoczesnym utrzymaniu (a czasem nawet podniesieniu!) jego ceny. To genialny w swej prostocie manewr, dzięki któremu korporacyjne słupki w Excelu rosną, a nam… cóż, nam rośnie co najwyżej frustracja. Bo o ile wzrost ceny o 20 groszy zauważymy od razu, o tyle zniknięcie trzech listków z rolki papieru toaletowego czy dwóch ciastek z paczki wymaga już iście detektywistycznego zacięcia.

Subskrypcjoza: Choroba Cywilizacyjna XXI Wieku. Czy Twój Portfel Jest Już Pacjentem Paliatywnym?

Subskrypcjoza: Choroba Cywilizacyjna XXI Wieku. Czy Twój Portfel Jest Już Pacjentem Paliatywnym?

Budzisz się rano, a Twój telefon odtwarza playlistę z serwisu streamingowego za 29,99 zł miesięcznie. Czytasz poranne wiadomości za paywallem (49,99 zł), popijając kawę z ekspresu, do którego kapsułki przychodzą w comiesięcznej paczce (89,99 zł). W drodze do pracy słuchasz audiobooka w aplikacji (39,99 zł), a wieczorem relaksujesz się przy serialu na platformie VOD (60 zł). Gratulacje. Nie jesteś już konsumentem – jesteś abonentem. Zdiagnozowano u Ciebie ostrą formę subskrypcjozy, schorzenia, które według najnowszych badań Instytutu Badań nad Drenażem Portfela (IBnDP) dotyka już 87% aktywnych ekonomicznie Polaków.

Ta finansowa dolegliwość polega na niekontrolowanym gromadzeniu drobnych, cyklicznych opłat, które w skali roku tworzą kwotę zdolną sfinansować solidne wakacje lub niespodziewaną wizytę u protetyka. Mechanizm jest genialny w swojej prostocie: bariera wejścia jest niska, a wyjścia… cóż, kto z nas pamięta, gdzie anuluje się wszystkie te usługi?

Rządowy 'Tarcza-Portfel+': Kto Poczuł Ulgę, a Kto Złapał Się Za Głowę? Nasze Portfele Pod Lupą!

Rządowy 'Tarcza-Portfel+': Kto Poczuł Ulgę, a Kto Złapał Się Za Głowę? Nasze Portfele Pod Lupą!

Szanowni Państwo, drodzy Czytelnicy “Faktów Z Dupy”! Znowu nadszedł ten magiczny czas, gdy rząd, niczym Święty Mikołaj w środku lata, objawia nam swoje najnowsze ekonomiczne objawienie. Tym razem padło na program “Tarcza-Portfel+”, czyli – jak głoszą oficjalne komunikaty – “strategiczne wzmocnienie siły nabywczej obywateli w obliczu globalnych wyzwań cenowych”. Brzmi to jak zaklęcie z bajki o skarbach, prawda? Ale czy nasze portfele faktycznie urosną, czy może czeka nas kolejny przypadek ubytków, które widać tylko w raporcie księgowym rządu? Adam Fikło z Faktyzdupy.pl bierze pod lupę te wspaniałe obietnice.

Inflacja: Cichy Złodziej Czy Rynkowy Trener Personalny Naszych Portfeli? Adam Fikło Rozkłada na Czynniki Pierwsze

Inflacja: Cichy Złodziej Czy Rynkowy Trener Personalny Naszych Portfeli? Adam Fikło Rozkłada na Czynniki Pierwsze

Szanowni Państwo, drodzy Czytelnicy “faktyzdupy.pl”! Dziś zabieramy się za temat, który niczym dżdżownica po deszczu nieustannie wyłazi z ziemi naszych portfeli i spędza sen z powiek nawet najbardziej zatwardziałym optymistom. Mowa oczywiście o inflacji – tym niewidzialnym wrogu, który z gracją baletnicy podkrada nam resztki godności finansowej, jednocześnie obiecując, że to dla naszego dobra, bo przecież mniej wydamy. Czyżby?

W moim regularnym felietonie “Co nam urosło, co nam spadło” często poruszam kwestie, które bezpośrednio uderzają w kieszeń przeciętnego Kowalskiego. Dziś jednak skupimy się na fenomenie, który przekształca nasze ciężko zarobione banknoty w drogie papierki do podcierania nosa po kolejnym odczycie wskaźnika CPI. Przyjrzymy się, jak inflacja z “cichego złodzieja” metamorfozuje się w “trenera personalnego” naszych finansów, zmuszając nas do bolesnej, acz podobno zdrowej, “diety oszczędnościowej”.

Wakacje z Inflacją: Czy Twój Portfel Wciąż Ma Nadwagę, Czy Już Choruje na Anoreksję? Felieton Adama Fikło

Wakacje z Inflacją: Czy Twój Portfel Wciąż Ma Nadwagę, Czy Już Choruje na Anoreksję? Felieton Adama Fikło

Liczyliście, że po wakacyjnym szaleństwie portfel odetchnie z ulgą, a jego zawartość zacznie rosnąć w tempie geometrycznym? Nic bardziej mylnego! Zamiast naładować baterie, przypomina on teraz schorowanego maratończyka po biegu przez pustynię. Adam Fikło, Wasz ulubiony finansowy cynik z FaktyZDupy.pl, sprawdza, co nam urosło, a co spadło – i dlaczego wcale nie chodzi o naszą wagę.