
Syndrom Retorycznej Samowystarczalności (SRS): Gdy Pytanie Staje Się Własną Odpowiedzią. Czy Dialog Umiera w Samouwielbieniu?
Obserwujemy to zjawisko z rosnącym przerażeniem, dokumentując je w zaciszach naszych gabinetów analitycznych. Nowa plaga toczy tkankę społeczną, zżerając sam fundament cywilizacji – dialog. Nazwaliśmy ją Syndromem Retorycznej Samowystarczalności (SRS). Objawia się niewinnie, niczym pierwszy kaszel zwiastujący śmiertelną chorobę. „Kochanie, co myślisz o wyjeździe w góry? Wiem, pojedziemy do Zakopanego, zjemy oscypka, będzie cudownie”. Pytanie zostało zadane, lecz nie oczekiwało odpowiedzi. Stało się jedynie pretekstem, retoryczną trampoliną do ogłoszenia własnej, niepodlegającej dyskusji woli. Partner, przyjaciel, a nawet przypadkowy rozmówca, zostaje zdegradowany do roli żywego lustra, mającego jedynie odbijać blask intelektualnego onanizmu swojego interlokutora.
Eksperci z Międzywydziałowego Instytutu Etyki Słowa w Licheniu alarmują, że SRS jest czymś więcej niż tylko przejawem złych manier. To duchowa zgnilizna, dowód na ostateczne zwycięstwo ego nad wspólnotą. To deklaracja, że drugi człowiek, jego myśli, uczucia i opinie, są jedynie zbędnym balastem w naszym galopującym monologu wewnętrznym, który przez pomyłkę wydostał się na zewnątrz. Czy stoimy u progu ery, w której rozmowa stanie się jedynie zsynchronizowanym wygłaszaniem własnych prawd, bez najmniejszej szansy na ich spotkanie?
