
Paragonowa Awangarda: Jak restauratorzy wprowadzają „opłatę za obecność kelnera” i dlaczego Twój obiad kosztuje teraz tyle, co małe auto
Pamiętają Państwo czasy, kiedy pójście do restauracji wiązało się z prostą transakcją: zamawiasz kotleta, zjadasz kotleta, płacisz za kotleta? Ta prymitywna faza kapitalizmu na szczęście odeszła w zapomnienie. Dziś, dzięki niesłychanej innowacyjności sektora gastronomicznego, wizyta w przeciętnej burgerowni przypomina lekturę prospektu emisyjnego funduszu hedgingowego o podwyższonym ryzyku. Wspólnie z Instytutem Kreatywnej Paragonologii przeanalizowałem, jak drobny druk na dole menu drenuje kieszenie przeciętnego Kowalskiego.
Zaczyna się niewinnie – od chęci zjedzenia niedzielnego obiadu poza domem. Przeglądasz kartę, kalkulujesz w pamięci: zupa 25 zł, drugie danie 49 zł, kompot 10 zł. Razem 84 złote. Przyjemna, okrągła kwota. Gdy jednak kelner przynosi finalny dokument, Twoim oczom ukazuje się kwota trójcyfrowa, zaczynająca się od dwójki, a pod nią długa lista pozycji napisanych czcionką o rozmiarze 4, którą zazwyczaj rezerwuje się dla ostrzeżeń o skutkach ubocznych leków psychotropowych.

