Oszczędności

Opłata za Bezczynność Kapitału: Dlaczego Banki Nienawidzą, Gdy Twoje Pieniądze Po Prostu Leżą

Opłata za Bezczynność Kapitału: Dlaczego Banki Nienawidzą, Gdy Twoje Pieniądze Po Prostu Leżą

Adam Fikło

Wyobraź sobie, drogi Kowalski, że udaje Ci się dokonać cudu. Po miesiącach odmawiania sobie rzemieślniczego papieru toaletowego i kawy na mieście, na Twoim koncie ląduje nadwyżka finansowa. Tysiąc złotych. Leży sobie dumnie na subkoncie, a Ty co wieczór logujesz się do aplikacji, żeby popatrzeć na ten cyfrowy pomnik swojej silnej woli. Sielanka? Otóż nie dla wszystkich. Dla Twojego banku te bezczynne cyfry to jawna potwarz, marnotrawstwo przestrzeni dyskowej i przede wszystkim – czysty brak zysku.

W świecie nowoczesnej bankowości pieniądz, który nie krąży, jest jak zaparkowany samochód dostawczy: nie zarabia na mandaty. Dlatego instytucje finansowe, w trosce o naszą edukację ekonomiczną, zaczynają coraz śmielej testować nasze granice wytrzymałości za pomocą nowego, genialnego produktu: opłaty za bezczynność kapitału.

Inflacja: Cichy Złodziej Czy Rynkowy Trener Personalny Naszych Portfeli? Adam Fikło Rozkłada na Czynniki Pierwsze

Inflacja: Cichy Złodziej Czy Rynkowy Trener Personalny Naszych Portfeli? Adam Fikło Rozkłada na Czynniki Pierwsze

Adam Fikło

Szanowni Państwo, drodzy Czytelnicy “faktyzdupy.pl”! Dziś zabieramy się za temat, który niczym dżdżownica po deszczu nieustannie wyłazi z ziemi naszych portfeli i spędza sen z powiek nawet najbardziej zatwardziałym optymistom. Mowa oczywiście o inflacji – tym niewidzialnym wrogu, który z gracją baletnicy podkrada nam resztki godności finansowej, jednocześnie obiecując, że to dla naszego dobra, bo przecież mniej wydamy. Czyżby?

W moim regularnym felietonie “Co nam urosło, co nam spadło” często poruszam kwestie, które bezpośrednio uderzają w kieszeń przeciętnego Kowalskiego. Dziś jednak skupimy się na fenomenie, który przekształca nasze ciężko zarobione banknoty w drogie papierki do podcierania nosa po kolejnym odczycie wskaźnika CPI. Przyjrzymy się, jak inflacja z “cichego złodzieja” metamorfozuje się w “trenera personalnego” naszych finansów, zmuszając nas do bolesnej, acz podobno zdrowej, “diety oszczędnościowej”.