Refleksja

Epitafium dla Czołówki: Czy Przycisk "Pomiń Wstęp" to Ostatni Gwóźdź do Trumny Sztuki Filmowej?

Epitafium dla Czołówki: Czy Przycisk "Pomiń Wstęp" to Ostatni Gwóźdź do Trumny Sztuki Filmowej?

Był to niegdyś rytuał. Sakralne przejście, przedsionek, w którym widz, niczym neofita przed inicjacją, był przygotowywany na misterium opowieści. Czołówka filmowa – audiowizualna uwertura, symfonia nazwisk i obrazów, która stroiła nasze dusze na odpowiednią częstotliwość. Dziś ten portal do innego świata został zbezczeszczony przez ordynarny, cyfrowy judasz – przycisk “Pomiń Wstęp”.

Ten niewielki, acz złowrogi prostokąt na ekranie to nie jest udogodnienie. To manifest kulturowej niecierpliwości, pomnik wzniesiony ku czci banału i apoteoza fabularnej bulimii. Wciskając go, nie oszczędzamy dziewięćdziesięciu sekund. Dokonujemy aktu estetycznej lobotomii, wycinając z dzieła jego integralną, pulsującą tkankę. Odbieramy sobie szansę na kontemplację, na wejście w trans, który pozwalał dziełom takim jak czołówki Saula Bassa czy serialu “True Detective” na trwałe zapisać się w naszej świadomości. Zamiast tego, wpadamy w wir akcji z gracją pijanego słonia w składzie porcelany.

Agonia Pauzy: Dlaczego Współczesne Kino Boi Się Ciszy Bardziej Niż Ognia Piekielnego?

Agonia Pauzy: Dlaczego Współczesne Kino Boi Się Ciszy Bardziej Niż Ognia Piekielnego?

Pamiętam tę scenę. Długa, nieruchoma. Twarz aktora, na której rozgrywa się cała tragedia bitwy, którą właśnie przegrał w swoim sercu. Nie pada ani jedno słowo. Słychać tylko szum wiatru za oknem i ciche tykanie zegara, odliczającego sekundy do nieuchronnej decyzji. To była cisza cięższa od ołowiu, głośniejsza od kanonady. A dziś? Dziś w tym samym czasie ekranowym zmieściłoby się siedemnaście cięć montażowych, trzy eksplozje i porcja dialogu napisanego przez algorytm, który upewniłby się, że nasza zdolność do skupienia uwagi nie zostanie nadwyrężona bardziej niż przez trzydziestosekundowy klip w mediach społecznościowych. Czyżby pauza, ten najsubtelniejszy instrument reżyserski, została ostatecznie złożona na ołtarzu audiowizualnego ADHD?

Utonąć w Gwieździstej Nocy: Czy Immersja Artystyczna to Ostatni Chrzest Kultury, czy Tylko Droga Kąpiel w Pikselach?

Utonąć w Gwieździstej Nocy: Czy Immersja Artystyczna to Ostatni Chrzest Kultury, czy Tylko Droga Kąpiel w Pikselach?

Ściany znikają. Sufit staje się wirem indygo i kobaltu, pod stopami płynie Rodan, a każdy krok zdaje się stawiać nas pośród cyprysów płonących ku gwiazdom. Jesteśmy wewnątrz obrazu, wewnątrz umysłu geniusza, wchłonięci przez dzieło, które przestało być płótnem, a stało się wszechświatem. Brzmi jak epifania, prawda? Jak ostateczne spełnienie marzenia o totalnym zespoleniu z pięknem. A jednak, gdy blask projekcji na moment przygasa, odbicie w gigantycznej ścianie ukazuje nam coś zgoła innego: las uniesionych smartfonów, taniec sylwetek w poszukiwaniu idealnego kadru na Instagrama i cichy szmer rozmów o tym, gdzie po tym katharsis najlepiej zjeść pizzę.

Fala tak zwanych „doświadczeń immersyjnych”, zalewająca metropolie niczym biblijny potop, stawia nas przed pytaniem fundamentalnym, choć ubranym w neonowe szaty. Czy faktycznie zanurzamy się w sztuce, czy raczej dryfujemy w jej cyfrowym, wygładzonym i starannie skomercjalizowanym symulakrum? Czy to rewolucja w percepcji, czy może najdroższa fotobudka w historii ludzkości?

Ostatni Aplauz Przed Zmrokiem: Czy Bis Stał Się Reliktem w Epoce Cyfrowego Blasku?

Ostatni Aplauz Przed Zmrokiem: Czy Bis Stał Się Reliktem w Epoce Cyfrowego Blasku?

Cisza, która następuje po ostatnim akordzie, jest inna niż wszystkie. Gęsta, naelektryzowana, ciężarna od niewypowiedzianych emocji. To w niej, w tym zawieszeniu między wybrzmiałym dziełem a prozą życia, rodziła się kiedyś magia. Z tej właśnie ciszy, przebijanej rytmicznym crescendo dłoni, wykuwał się bis – niepisany pakt między artystą a publicznością, świadectwo, że to, co się wydarzyło, było czymś więcej niż tylko odegraniem partytury. Dziś jednak ta cisza jest coraz częściej gwałcona przez chłodny, błękitny blask. Zanim wybrzmi echo ostatniej nuty, nad głowami tłumu wyrasta las ekranów, a kciuki, zamiast klaskać, gorączkowo przesuwają się po szkle.