
Epitafium dla Czołówki: Czy Przycisk "Pomiń Wstęp" to Ostatni Gwóźdź do Trumny Sztuki Filmowej?
Był to niegdyś rytuał. Sakralne przejście, przedsionek, w którym widz, niczym neofita przed inicjacją, był przygotowywany na misterium opowieści. Czołówka filmowa – audiowizualna uwertura, symfonia nazwisk i obrazów, która stroiła nasze dusze na odpowiednią częstotliwość. Dziś ten portal do innego świata został zbezczeszczony przez ordynarny, cyfrowy judasz – przycisk “Pomiń Wstęp”.
Ten niewielki, acz złowrogi prostokąt na ekranie to nie jest udogodnienie. To manifest kulturowej niecierpliwości, pomnik wzniesiony ku czci banału i apoteoza fabularnej bulimii. Wciskając go, nie oszczędzamy dziewięćdziesięciu sekund. Dokonujemy aktu estetycznej lobotomii, wycinając z dzieła jego integralną, pulsującą tkankę. Odbieramy sobie szansę na kontemplację, na wejście w trans, który pozwalał dziełom takim jak czołówki Saula Bassa czy serialu “True Detective” na trwałe zapisać się w naszej świadomości. Zamiast tego, wpadamy w wir akcji z gracją pijanego słonia w składzie porcelany.



